D

D

środa, 18 grudnia 2013

PART III

Blondyn spojrzał na mnie z niechęcią. Chyba wolał gadać o muzyce, ale ja byłam bezwzględna, twardo wskazywałam mu krzesło, na którym miał usiąść. Bardzo się ślimaczył, za co miałam ochotę go zabić. Nienawidziłam odkładania rzeczy na później, dla mnie to nie miało żadnego sensu.
-Dobra – westchnęłam cicho, ledwo powstrzymując wybuch złości – To z czym masz problem? – zapytałam, nie za bardzo wiedząc, od czego mam zacząć. Blondyn głupio na mnie spojrzał.
-Z matematyką – burknął ironicznie, krzyżując ramiona na piersiach. Przegryzłam dolną wargę. Znowu miałam wrażenie, że traktuje mnie jak niedojrzałą smarkulę. Zamknęłam oczy i policzyłam w myślach od dziesięciu. Wiedziałam, że teraz nie mogę nic odwarknąć, bo kłótnia byłaby głupotą.
-Dodawać i odejmować to chyba umiesz, co? – warknęłam, nie mogąc się powstrzymać, za chwilę jednak przeklęłam siebie w duchu.
-Wyobraź sobie, że informacje z podstawówki w mojej głowie jeszcze pozostały.
Wzięłam głęboki wdech. Już miałam cos odpowiedzieć, ale w ostatnim momencie ugryzłam się w język. Uznałam, że im mniej razy będę się odzywała, tym lepiej wyjdzie to na naszej wymuszonej współpracy. Westchnęłam i otworzyłam podręcznik.
-Którego rozdziału nie rozumiesz? – spróbowałam po raz drugi. Twarz blondyna pokryła się czerwienią. Wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem. Złapałam się za głowę – Jeśli już muszę tobie pomagać, to chcąc nie chcąc, jesteś zmuszony powiedzieć mi, czego nie umiesz.
-Wszystkiego – odparł nieco głos niej David. Oparłam głowę na złożonych w łokciach rękach i uśmiechnęłam się lekko z nadzieją, że on po prostu żartuje.
-Coś tam na pewno wiesz – próbowałam pocieszyć go, a także siebie. Dałam mu jedno banalne zadanie do rozwiązania. Wpatrywał się w kartkę jakby pierwszy raz coś takiego widział. Westchnęłam cicho. Dopiero wtedy zrozumiałam, że on mówi prawdę. A jeśli ja chcę, żeby moja ocena nie uległa zmianie, a raczej nie chcę, to czeka mnie ciężka przeprawa. Prawdopodobnie będę musiała mu tłumaczyć wszystko w najdrobniejszych szczegółach.
Żeby nie marnować czasu, od razu wzięłam się za robotę. Miałam nadzieję, ze jednak twe nasze spotkania szybko się skończą i nie będziemy się już widywali. Tymczasem okazało się, że on miał mózg zbyt tępy na matematykę. Te liczby to była dla niego totalna czarna magia. Wiedziałam, że dla niego przyjemnością też nie jest siedzenie tutaj i bardzo chciałby już to wszystko kumać i darować sobie te śmieszne spotkania. Ale szło nam tak bardzo mizernie, że aż zaczęłam się zastanawiać, czy jemu w ogóle uda się zdać, nawet z moją pomocą. No i koniec końców zaczęłam podejrzewać go o to, że robi sobie ze mnie jaja.
-Co ty robiłeś przez cały ten rok?! – zapytałam kilka dobrych godzin później, zmęczona tłumaczeniem tego samego tematu po raz kolejny. Blondyn zmierzył mnie wzrokiem.
-To samo co ty – prychnął. Przed oczami stanęła mi wczorajsza lekcja matematyki. No tak, właściwie one wszystkie były takie same. Ciągle sobie dokuczaliśmy. Tyle że ja miałam głowę od logicznego myślenia. Jemu tego brakowało.
-Na dzisiaj chyba skończymy – wymamrotałam pod nosem, rozprostowując palce. On tylko spojrzał na mnie z walką w oczach. Chyba mu się nie spodoba ł mój pomysł. Nie dlatego, że tak bardzo podobała mu się nauka matematyki. Dlatego że on jak zwykle chciał być przeciwko mi.
-Ale…
-Nie – warknęłam stanowczo, nie mając ochoty na kolejną kłótnię – Ani ty nie masz siły na myślenie, ani ja na tłumaczenie.
-Od kiedy ty się tak bardzo martwisz o moje siły? – prychnął ironicznie chłopak.
-Nie schlebiaj sobie tak bardzo! – krzyknęłam, nie za bardzo wiedząc, co mam odpowiedzieć – Martwię się tylko o swoją ocenę z matmy! A wiadomo, ze zbyt wiele nie zdziałamy, jeśli tobie będą się  kleiły oczy ze zmęczenia.
Jego mina mówiła mi, że on kłóciłby się dalej, ale po chwili jednak machnął dłonią i szybko wstał. Chyba nie chciał, żebym sobie pomyślała, że było mu  tutaj przyjemnie. Westchnęłam cicho. Ta nienawiść między nami chyba nigdy nie zniknie.
-Jutro bądź o tej samej porze – wymamrotałam, odprowadzając go do drzwi. Blondyn zatrzymał się w połowie drogi i powoli się odwrócił, stając twarzą w twarz ze mną.
-Chyba zwariowałaś! – krzyknął wzburzony – Jutro to ja nie mam czasu!
-To lepiej go znajdź – wzruszyłam ramionami, nawet się nie zatrzymując. Nacisnęłam na klamkę, wyszłam i spojrzałam na niego wyczekująco. On stał dalej, wlepiając we mnie boleśnie wzrok. Dłonią wskazałam mu kierunek.
-Czyli mamy widywać się… codziennie? – zapytał, jego twarz wyglądała jakby za chwilę miał się rozpłakać.
-Jeśli masz zamiar zdać z matmy – prychnęłam – To ja nie widzę innego wyjścia.
-Życzę ci, żebyś nigdy nie została nauczycielką – powiedział blondyn wściekły jak osa – Bo w innym przypadku dzieciaki zaczną popełniać samobójstwa ze strachu przed twoimi lekcjami.
Powoli ruszył w ku drzwiom mojego pokoju. Otworzyłam buzię, żeby coś odpowiedzieć, ale akurat nie miałam pomysłu na dobrą ripostę, więc tylko westchnęłam i odprowadziłam go do drzwi wyjściowych.
-Co wy tam tak długo robiliście? – zapytała podejrzliwie moja mama, gdy usłyszała, że drzwi się zamknęły. Od razu domyśliłam się, co miała na myśli. Moi rodzice nigdy nie tolerowali mojego chłopaka i na siłę starali się zeswatać mnie z kimś innym. Nienawidziłam tego.
-Na pewno nie całowaliśmy się! – prychnęłam wkurzona, nawet nie kierując się w stronę kuchni.
-A szkoda – usłyszałam za swoimi plecami westchnięcie – Wydaje się być naprawdę sympatyczny, może jednak…
-MAMO! – zapiszczałam – Ja mam chłopaka!
-No tak, ciekawe jak długo jeszcze – odpowiedziała mi. Dalej nie miałam ochoty prowadzić tej rozmowy, wiedziałam, ze nie ma ona większego sensu. Ruszyłam w stronę pokoju. Wlepiłam wzrok w porozrzucane na biurku książki. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, co ja tak właściwie dzisiaj osiągnęłam. Wątpiłam w to, by Desrosiers czegokolwiek się dzisiaj nauczył. Nie wiedziałam, czy te spotkania w ogóle mają jakikolwiek sens. Dzisiaj ledwo się powstrzymywałam, żeby nie walnąć go w głowę przez te jego głupie docinki. Teraz się powstrzymywałam, ale jak to będzie wyglądało podczas następnych korków? Obawiałam się, ze pęknę. David się na mnie obrazi i przestanie tu przychodzić, a moja ocena z matmy się obniży. miałam zostawić go samego sobie? Prawdopodobnie na to samo by wyszło. Tyle że oszczędziłabym sobie nerwów.

Jednego nie mogłam odmówić Desrosiersowi. Miał rację, kiedy mówił o tym, że nie powinnam zostać nauczycielką. 

1 komentarz:

  1. haha :D Oj ten David <3
    W sumie jej mama ma rację, Dave jest bardzo sympatyczny :D No i kto się czubi ten się lubi!! :D

    OdpowiedzUsuń