D

D

czwartek, 27 marca 2014

XIV

-Znaleźliśmy Pierre’a – wydusił z siebie Comeau. Chciałam powiedzieć, że to fantastyczna wiadomość, ale zaraz potem na twarzy blondyna zauważyłam rzadko spotykaną powagę. Nie miałam pojęcia, o co chodzi, ale coś tu śmierdziało.
-No i? – zaniepokojenie blondyna coraz bardziej mnie niepokoiło.
-Seb zawiózł go do szpitala – grobowy ton Chucka wyjaśnił nam wszystko. Wzięłam głęboki wdech. Dave zamknął oczy, a za chwilę je otworzył.
-Masz samochód? – zapytał z zaciśniętymi pięściami. Brunet pokiwał głową. Przez krótki moment zastanawiałam się, co robić. Serce waliło mi jak dzwon. Przełknąłem ślinę. Chłopaki już odchodzili.
-Mogę jechać z wami? – zapytałam, doganiając ich. Oni spojrzeli po sobie, wyraźnie zaskoczeni, ale Comeau pokiwał głową, zgadzając się. W trójką ruszyliśmy w stronę samochodu bruneta w ponurej ciszy. Każdy myślał o tym samym, ale nikt nie chciał mówić o tym głośno. Dopiero gdy wjeżdżaliśmy na parking szpitala, blondyn słabo zapytał:
-Był przytomny?
Chuck spojrzał na niego, zapewne zastanawiając się nad odpowiedzią. Zakręcił ostro, omal nie zahaczając autem o czyiś samochód. Zgasił silnik.
-Był – odparł słabo – Ale nie mógł mówić – dodał szybko. Otworzył drzwi, ja zrobiłem to samo. David przez moment się nie poruszał. dopiero gdy zniecierpliwiony przyjaciel zapukał w szybę swojego grata, blondyn zdołał się poruszyć. Przez całą drogę do Sali, w której leżał Pierre, obaj byli nieobecni, nawiązanie jakiejkolwiek rozmowy było niemożliwe. Nerwowe napięcie nie dawało nam spokoju, ciągle atakowało.
Seba i Jeffa zauważyliśmy od razu, chociaż wzrok mieli wlepiony w podłogę i ich twarzy nie udało nam się zobaczyć. Jednak nietrudno było się domyślić, jakie mają nastroje. Wiedzieli, że się zbliżamy, jednak nie podnieśli głów. Dave i Chuck westchnęli cicho i usiedli obok. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie możemy tam wejść. Na razie zajmowali się nim lekarze.
-Zastanawialiśmy się, czy zadzwonić do jego rodziców – powiedział Seb, chyba już nie potrafił wytrzymać w tej ciszy – Myślicie, że zabiłby nas za to?
Dave wzruszył ramionami. Chyba niewiele go to obchodziło. Ciągle wpatrywał się w drzwi z nadzieją, że za chwilę ktoś stamtąd wyjdzie i będzie to Pierre. Za to głos zabrał Chuck.
-to jego rodzice – wymamrotał cicho – Powinni wiedzieć. Zresztą to i tak będzie trochę podejrzane, jeśli nie wróci na noc do domu, a raczej go stąd nie wypuszczą. Trzeba im powiedzieć.
-Racja  -zgodził się Jeff, ale Seba to nie przekonało.
-A jeśli on nie będzie chciał… - zawahał się, ale przerwałam mu, co chyba go zaskoczyło. Albo zapomniał o mojej obecności albo w ogóle jej nie zauważył.
-Seb, oni go kochają. Zresztą są za niego odpowiedzialni. Trzeba im powiedzieć.
-Okej – westchnął zrezygnowany błękitnooki – Ale ja na pewno tego nie zrobię – dodał natychmiast. Zapadła głęboka cisza, wszyscy patrzyli na siebie wyczekująco z nadzieją, że ktoś jednak okaże się na tyle odważny, by zadzwonić. Przez najbliższe pięć minut nikt się nie odezwał, ale chyba każdy czuł na sobie swego rodzaju odpowiedzialność za wykonanie tego telefonu.
-Ja zadzwonię – pękł w końcu Chuck, wyciągając komórkę z kieszeni – Masz ich numer? – westchnął ciężko, spoglądając pytająco na Seba.
-telefon Pierre’a – brunet pomachał mi przed oczami Comeau komórką . Ten chwycił ją i z wahaniem spojrzał na wyświetlacz.
-gdyby teraz wiedział, co ja robię, to chyba wstałby z łóżka i mnie zabił – westchnął ciężko po raz kolejny, grzebiąc w nieswoim urządzeniu – Okej, mam – wymamrotał do siebie, przepisując numer na swój telefon. Przez moment jeszcze się wahał, ale kiedy już nacisnął zieloną słuchawkę, nie było odwrotu. W tym samym momencie rozdzwoniła się moja komórka. Niechętnie zerknęłam na wyświetlacz. Amy.
-No gdzie ty się podziewasz?! – powitał mnie jej wrzask. Odsunęłam się kawałek, zerkając na chłopaków, chociaż oni byli tak bardzo zamyśleni, że nawet nie zwrócili na mnie uwagi – Kobieto, wygrałaś konkurs! Musisz odebrać nagrodę! Wygrałaś, słyszysz?!
-Słyszę – odparłam bezpłciowo. Ona chyba od razu wyczuła, że coś jest nie tak, bo później wrzasnęła jeszcze głośniej, na tyle głośno, że  aż musiałam odsunąć słuchawkę od ucha.
-Nie dociera do ciebie to, że wygrałaś konkurs?! – dalej krzyczała. Nie wiedzieć czemu strasznie mnie to wkurzyło.
-Są rzeczy ważniejsze niż ten zapchlony konkurs – warknęłam, usiłując pohamować złość. Zdawałam sobie sprawę z tego, ze ona nie wie o Pierre’rze, ale to wcale nie usprawiedliwiało jej wrzasków. Czułam do niej niechęć.
-Właściwie to gdzie ty teraz jesteś? – zapytała dziewczyna nieco zdenerwowana moimi słowami. Wyczułam, że nieprzytomny brunet nie chciałby, żeby ona o wszystkim się dowiedziała. Nie miałam pojęcia dlaczego, ale chyba nie dlatego, że mogłaby roznieść plotki na ten temat. Otworzyłam usta, żeby coś odpowiedzieć, ale wtedy kątem oka ujrzałam, ze ktoś wychodzi z Sali Pierre’a.
-Nie mogę gadać – zakończyłam szybko rozmowę.
-Czekaj, gdzie ty… - usłyszałam jeszcze, zanim odłożyłam słuchawkę. Teraz nie miałam czasu na wymyślanie wytłumaczenia na temat mojej nieobecności. Szybko dotarłam do tłumu otaczającego lekarza, w biegu chowając komórkę.
-… także nie jest w złym stanie, za kilka dni powinien wrócić do formy – załapałam się na ostatnie słowa doktora. Ale twarz Davida powiedziała mi wszystko.
-Możemy do niego wejść? – zapytał ze spokojem Chuck. Miałam wrażenie, ze lekarz chce zaprzeczyć, ale widząc nadzieję chłopaków w ich oczach, machnął lekceważąco dłonią.
-Tylko proszę go nie budzić i nie utrudniać pracy pielęgniarkom – wymamrotał niepewnie. Seb ostrożnie otworzył drzwi i wsadził głowę do środka. Potem odwrócił się do nas przyciskając wskazujący palec do ust. Pokiwaliśmy zgodnie głowami. Wszyscy wcisnęliśmy się do środka, ja na szarym końcu, bo nie miałam pojęcia, czy mi wypada. Uznałam jednak, że moja ciekawość i troska o stan Bouviera jest potężniejsza niż jakieś przygłupie myśli. Na początku bruneta nie poznałam. Przypominał trochę mumię, większość jego ciała była w bandażach. Pod oczami miał ogromne sińce, a jego policzki wciąż krwawiły. Mówiły mi o tym zwiększające się plamy pod opatrunkami. Do jednej z rąk miał podłączoną kroplówkę.
-Kto mógł to zrobić? – usłyszałam obok siebie  głos Davida – Bo to raczej na pewno było pobicie.
-nic nie chciał powiedzieć – odparł Seb, siadając na jednym z taboretów i podsuwając jeden dla mnie – Zresztą nie był w stanie mówić – wzruszył ramionami. Dopiero wtedy byłam w stanie się ruszyć. Na drżących nogach podeszłam do stołka i na nim usiadłam. Pierre wydawał się być przestraszony, ale co go tak przestraszyło? Szpital czy to, co widział, zanim jeszcze tutaj trafił? Przełknęłam cicho ślinę. Miałam nadzieję, że to wszystko szybko się wyjaśni, a oprawca dostanie za swoje. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie, a już szczególnie nie on. Bo Pierre jest naprawdę szczególnym przypadkiem, przypadkiem, który potrafi naprawiać swoje błędy.
-Ktokolwiek by tego nie zrobił, prędzej czy później i tak się dowiemy, ze to on – Jeff zacisnął pięści – A wtedy współczuję tej osobie. On chyba nie wiem, z kim  zadarł.
Westchnęłam cicho, wpatrując się w nieobecną twarz bruneta. Coś w sercu przez cały czas mnie kuło, coś chciało dać mi znak, ale nie miałam pojęcia, o co temu czemuś chodziło. Przełknęłam cicho ślinę, odrywając wzrok od jego policzków i spoglądając na Jeffa. Jeszcze nigdy nie widziałam aż tak ogromnej powagi na twarzach całej czwórki. Wszyscy wyglądali jakby wybierali się na pogrzeb. Zero cienia uśmiechu, zero jakichkolwiek żartów. Po raz pierwszy oni poddali się smutkowi, by ten przejął kontrolę nad ich uczuciami. Martwili się. Cholernie martwili się o to, że  ich kumpel mógł wpakować się w jakieś bagno.,
Z zamyślenia wyrwał mnie znowu niemiły dźwięk mojej komórki. Podskoczyłam ze strachu, a  widząc na sobie spojrzenia czwórki moich kolegów, upewniłam się w przekonaniu, że to musi być mój telefon. Wyszarpałam komórkę z kieszeni i zerknęłam na wyświetlacz. Żółta koperta z napisem BILL co chwilkę się podświetlała. Prychnęłam cicho i schowałam komórkę do kieszeni.
-Daj mu szansę – usłyszałam cichy głos Davida. Obróciłam głowę w jego stronę. Znowu mnie zaskoczył. Skąd wiedział? Na pewno nie zaglądał mi przez ramię, tego byłam pewna. W końcu nie ruszał się z miejsca. Blondyn wpatrywał się we mnie tak jak wtedy, kiedy też o tym rozmawialiśmy. Przegryzłam dolną wargę i z powrotem wsunęłam dłoń do kieszeni, by wyciągnąć telefon i odczytać wiadomość. Bill pytał się mnie o występ i o to, czy nie spotkałabym się z nim. Nie miałam pojęcia, co zrobić, jak się zachować. Bardzo chciałam się do niego przytulić, ale po tym jak mnie wystawił nie miałam ochoty nigdy więcej z nim rozmawiać. Spojrzałam z powrotem na Davida, on także wpatrywał się we mnie. Z jego oczu wyczytałam, co robić. Westchnęłam niepewnie i zerknęłam z powrotem na wyświetlacz. Szybko odpisałam, chociaż przez jakiś czas zastanawiałam się, czy wiadomość, którą wysłałam, brzmiała dostatecznie oschle i płytko. Wolałam zasiać w nim strach, chciałam, żeby wiedział o tym, że jestem na niego obrażona.
Kiedy rodzice bruneta w końcu dotarli, postanowiliśmy dać im trochę prywatności i wyszliśmy, pozostawiając ich z synem. Wtedy już postanowiłam wycofać się z sytuacji. Wyszłam ze szpitala po oficjalnym przyrzeczeniu, że nikomu nie pisnę słowem na temat Pierre’a i po przysiędze Davida, że jak tylko Pierre się obudzi, to on da mi znać. Wiedziałam, że jeśli pójdę pieszo, to powinnam spokojnie zdążyć, dlatego podziękowałam Chuckowi za jego propozycję podrzucenia mnie. Zastanawiałam się nad tym, jak rozegrać tę rozmowę tak, by nie zranić Billa, a jednocześnie przekazać mu, że to co zrobił, bardzo mnie zabolało. Moje serce biło powoli jak jakiś dzwon. Bałam się tej rozmowy jak ognia. Zacisnęłam mocniej pięści. Muszę być twarda. Nie mogę dać się ponieść uczuciom.
Kiedy dotarłam na nasze miejsce, on już czekał, zwrócony do mnie plecami. Stałam i wpatrywałam się w niego jak głupia. Walczyłam z miłością, walczyłam, żeby to uczucie nie wzięło nade mną kontroli. I chociaż miałam ochotę rzucić mu się na szyję, nie zrobiłam tego. Powoli ruszyłam w jego stronę. Zauważył moją obecność dopiero wtedy, gdy zatrzymałam się obok niego. Uśmiechnął się, a potem pochylił się, żeby mnie pocałować. Odsunęłam się. Widziałam w jego oczach zaskoczenie i zwód, ale on tego nie skomentował. Czego się spodziewał? Że powitam go z otwartymi ramionami?
-Spóźniłaś się – zaczął cicho, wlepiając wzrok w panoramę Montrealu. Przez moment zastanawiałam się, co odpowiedzieć, ale postanowiłam, że nie będę kłamała.
-Byłam w szpitalu  - odparłam pusto. Przez chwilę milczałam – Obiecałeś mi, że się zjawisz… Obiecałeś…

-Musiałem załatwić coś ważnego – wymamrotał mój chłopak, nawet na mnie nie zerkając. Już wtedy wyczułam, że coś tu nie gra. 

czwartek, 20 marca 2014

PART XIII

-David! – usłyszeliśmy za sobą ostry krzyk. Przez ułamek sekundy myślałam, że to on, że to Bill przyszedł w końcu. Dopiero kiedy narobiłam sobie nadziei, dotarło do mnie, że on nie wie, jak wygląda Desrosiers. Westchnęłam cicho, odwracając się. Przed moimi oczami pojawił się Seb.
-David, widziałeś gdzieś Pierre’a? – zapytał błękitnooki. Blondyn zmarszczył czoło, myśląc intensywnie.
-Nie – zaprzeczył – Nie widziałem go, odkąd poszedłem po Kate.
-No to gdzie ten idiota się schował? – wkurzył się Seb, zaciskając pięści – Powiedział, że tylko skoczy do kibla, a nie ma go już od połowy godziny!
-Pewnie znalazł jakąś panienkę – wzruszył ramionami Dave, odwracając się twarzą do sceny – Może siedzi na publiczności?
-Niby po co? – prychnął jego przyjaciel – doskonale wie, że zaraz my gramy!
-No przecież to dorosły chłop, nie zaginął – próbował uspokoić go blondyn, ale to nie pomogło.
-Lepiej pomóż nam go znaleźć! – warknął wkurzony Seb – bo jak nie znajdzie się na czas, to nasz występ legnie w gruzach!
-Sami sobie nie poradzicie? – jęknął blondyn, ale natychmiast się zerwał, kiedy ujrzał wrogie spojrzenie kumpla. Przeprosił mnie na chwilę, obiecując, że za chwilę wróci. Nerwowo pokiwałam głową. Po chwili zostałam sama. Wtedy już w ogóle nie miałam pojęcia, co się wokół mnie dzieje. Postanowiłam nastroić gitarę, chociaż wiedziałam, że Dave zrobił to za mnie. Więc po prostu grałam. Blondyn miał rację, ćwiczenia bardzo mi pomogły, grałam tę piosenkę jeszcze lepiej, chociaż wtedy mi się wydawało, że to niemożliwe. Tym razem jednak nawet na brzdąkaniu nie mogłam się skupić. Nerwy wciąż ze mną walczyły. Drżałam, ale nie poddawałam się. Chciałam, żeby David już wrócił, do niego przynajmniej mogłam się odezwać, choć nie zawsze była to spokojna rozmowa. To było naprawdę dziwne rozmawiać z osobą, której się nienawidzi.
-Kaaaate!!! – wrzask blondyna porwał mnie na nogi. Rozejrzałam się szybko. Desrosiers biegł w moim kierunku blady jak ściana – Nigdzie nie możemy znaleźć Pierre’a! – wydyszał zmęczony – Chyba odwołamy występ…
-Jak to nigdzie? – zapytałam głupio, czując jak serce podchodzi mi do gardła. Wiedziałam, że brunet na pewno nie uciekłby z własnego występu. Co jeśli zasłabł i teraz potrzebuje pomocy? Wyraźnie przestraszony David powtarzał, ze szukali już dosłownie wszędzie i nigdzie go nie znaleźli.
-Kate, zaraz ty będziesz śpiewać! – zadźwięczał mi czyiś głos nad uchem. Obróciłam się na pięcie, ale już nikogo nie zobaczyłam. Milion różnych myśli przeleciało przez moją głowę, ale nie miałam czasu, by je analizować. Blondyn coś do mnie mówił, ale nic już nie zrozumiałam z jego gadania. Ręce zaczynały mi się pocić. Miałam ochotę uciec, ale kiedy usłyszałam własne nazwisko, Dave na siłę wypchnął mnie na scenę. Zatrzymałam się na środku. Przez moment właściwie nie wiedziałam,po co ja w ogóle to robię. Cała szkoła się na mnie gapiła. Na szczęście szybko przypomniałam sobie o gitarze, którą miałam na ramieniu. To było moje jedyne narzędzie, jedyne koło ratunkowe. W głowie miałam tylko te kilka akordów. Nie wiedziałam, jakie są słowa, wymyślałam je. Wciąż miałam nadzieję, że Bill zjawi się podczas refrenu i wszystko pójdzie zgodnie z naszym planem. Grałam i śpiewałam, a stres panoszył w mojej duszy. Bałam się, ze nie dotrwam do końca, że za chwilę coś we mnie pęknie i wybuchnę.
Jego głos chyba mi pomógł, chociaż na początku się przestraszyłam tak bardzo, że przestałam śpiewać w refrenie i gapiłam się na niego jak otępiała. Dalej grałam tę samą melodię, robiłam to automatycznie. Wtedy dotarło do mojej głowy, że on dał mi nadzieję. W jego oczach ujrzałam tę myśl, którą on próbował przekazać mi przez swoja gitarę. Daj się ponieść muzyce. Moje powieki opadły, uszy zaczęły wyłapywać jedynie dźwięki instrumentu. To podziałało. Zapomniałam o wszystkim, co się działo wokół mnie, o ludziach, którzy siedzieli przede mną, a nawet o Billu i Desrosiersie.
Niestety tekst szybko wyparował mi z głowy. Kiedy otworzyłam oczy, wszystko do mnie wróciło. Cała rzeczywistość ponownie stanęła mi przed oczami, chociaż wciąż do mnie nie docierało, gdzie ja jestem i co się dzieje wokół. Wszyscy mi klaskali i się patrzyli. Zarumieniłam się lekko i obejrzałam się. David szeroko się uśmiechał i także mi klaskał. Niepewnie na niego spojrzałam, prawie  niewidocznie pokiwał głową. Ruszyłam w jego stronę powoli, chociaż miałam ochotę rzucić się biegiem w jego ramiona. Właściwie to nie miałam pojęcia, jakim cudem trzymałam się na nogach. Kiedy oboje znaleźliśmy się za sceną, poczułam jak siły ze mnie wyparowują. Dosłownie w ostatnim momencie David mnie złapał. Nie miałam zielonego pojęcia, co się ze mną działo.
-Dlaczego? – wymamrotałam słabo – Dlaczego ty to zrobiłeś?
-Bo akurat tobie się to należało – lekko uśmiechnął się blondyn, sadzając mnie na jakiejś ławce. Spojrzałam na niego pytająco zmęczonymi oczami – No co? Takiego tłumoka jak ja to matmy nikt jeszcze nie nauczył. Tobie się to udało. Przynajmniej częściowo.
Przez moment się w niego wpatrywałam, starając się zanalizować jego słowa. Uśmiechnęłam się, ale po chwili dotarło do mnie, co ja wyprawiam. Szybko zmieniłam wyraz twarzy na dumę.
-Sama bym sobie nie poradziła – odparłam, czując jak siły zaczynają do mnie wracać.
-Jasne – prychnął blondyn, nadal się do mnie uśmiechając- Prawie się poryczałaś podczas pierwszej zwrotki! – wytknął mi perfidnie.
-Zamknij się! – warknęłam, zaciskając pięści. Czułam, że za chwilę złość mnie rozsadzi. Dave machnął dłonią jakby się poddawał. Wciąż wlepiał we mnie swój wzrok.
-Zrobiłaś furorę – oznajmił – Widziałaś, jak szkoła zareagowała. Chyba nikt nie dostał takich oklasków! – chwalił mnie David. Przed moimi oczami znowu pojawił się tłum publiczności. I śmiejący się Desrosiers. No właśnie. Deesrosiers. Posmutniałam.
-No co jest znowu? – zapytał zdenerwowany blondyn – dziewczyno spisałaś się na medal, powinnaś być z siebie dumna! – krzyknął wesoło, chcąc zapewne poprawić mi humor. Nie udało mu się to.
-Czemu on nie przyszedł? – zapyta łam cicho o to, co mnie tak bardzo gnębiło. Moje oczy lustrowały linie papilarne moich dłoni. David nie odpowiedział nic, zapewne zastanawiał się, co powiedzieć. Chwilę później przykucnął przed moimi kolanami i chwycił jedną z moich dłoni.
-Czasami zdarzają się takie sytuacje, że trzeba zmienić plany. I nie ma się nic do gadania w takiej sytuacji. Więc zanim cokolwiek zadecydujesz, porozmawiaj z nim, okej? – zapytał, chcąc wymusić na mnie kiwnięcie głową. Nie udało mu się – Kate, posłuchaj mnie. To nie musiało od niego zależeć. Nie chcę, żebyś popełniła błąd, bo możesz stracić coś cennego – tymi słowami mnie przekonał i chyba to zauważył, bo wyprostował się zadowolony – Obiecujesz mi, że z nim pogadasz? – zapytał jeszcze. Pokiwałam głową, ale najwyraźniej jemu to nie wystarczyło – Obiecaj!
-Obiecuję – wymamrotałem słabo. On westchnął cicho.
-Z entuzjazmem, Kate, z entuzjazmem! – krzyknął wesoło.
-Obiecuję! – dodałam nieco pewniej i z lekkim uśmieszkiem. Dave znowu się wyszczerzył. Otworzył buzię, żeby coś powiedzieć, ale przerwał mu zduszony krzyk.
-David!
Oboje jak na rozkaz się obróciliśmy i ujrzeliśmy przestraszonego Chucka. Brunet musiał zauważyć, że wszyscy na niego patrzą. Wyglądał co najmniej dziwnie z przerażonym wzorkiem i blady jak trup. Podbiegł do nas, drżąc jak sikorka. Dave zmarszczył czoło.
-co się stało? – zapytał niespokojnie, zauważywszy nienaturalne zachowanie kumpla. Wielkoczoły spojrzał na mnie znacząco, ale David zaraz mnie ponaglił – No mów!

-Znaleźliśmy Pierre’a – wydusił z siebie Comeau. Chciałam powiedzieć, że to fantastyczna wiadomość, ale zaraz potem na twarzy blondyna zauważyłam rzadko spotykaną powagę. Nie miałam pojęcia, o co chodzi, ale coś tu śmierdziało. 

czwartek, 13 marca 2014

PART XII

Po raz setny grałam na gitarze tę samą piosenkę, piosenkę, którą mieliśmy zaśpiewać z Billem podczas naszego występu. Już dwa razy zdążyliśmy to razem zagrać, brzmiało idealnie. Nigdy nie podejrzewałabym, że mój chłopak ma taką niesamowitą barwę. I że nasze głosy tak dobrze się dogadywały. Mimo wszystko dalej się tego bałam, wciąż obawiałam się, ze pomylę akordy albo zrobię cos głupiego.
-Tę piosenkę zagrasz na konkursie? – zapytał cicho blondyn znad podręczników od matmy. Ciągle zapominałam o jego obecności w pokoju. Zadrżałem.
-Rozwiązałeś już? – warknęłam, szybko zmieniając temat. David, bardzo z siebie dumny, pokiwał głową i podał mi kartkę z przykładem. Ostrożnie odłożyłam gitarę na łóżko i wzrokiem przeleciałam po przykładzie. otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Cały przykład zrobił dobrze. Kolejny.
-Okej – odparłam nieswojo – Chyba to już umiesz – westchnęłam chwytając podręcznik – Ale jeszcze jedno zadanie nie zaszkodzi.
-Kate! – jęknął chłopak – Od trzech godzin robię to samo! To już jest nudne! – marudził. Westchnęłam ciężko, patrząc na kolejna stronę. Zaczynał się już nowy rozdział. Podrapałam się po głowie.
-Mogę ci zaufać, skoro mówisz, że to rozumiesz? – zapytałam niepewnie. Blondyn podskoczył z radością.
-No jasne – odpowiedział, kołysząc się na moim krześle i czekając na moje kolejne polecenie. Przegryzłam dolną wargę  i wzruszyłam ramionami.
-To możesz już iść – powiedziałam łaskawie. Blondyn otworzył szeroko oczy ze zdumienia – No co? – zapytałam – Skończył się nam rozdział. Nowego dzisiaj nie zaczniemy, bo to bez sensu. Jesteś wolny – po raz kolejny wzruszyłam ramionami. On jednak nadal się nie poruszył, tylko gapił się na mnie jak na ducha – aha, czyli chcesz jeszcze kilka zadań. Nie ma problemu – chwyciłam podręcznik, ale zanim jeszcze zdążyłam go otworzyć, Desrosiers jęknął głośno, skacząc w pobliże mojej osoby i zabierając mi książkę. Roześmiałam się.
-Leć już, to może jeszcze zdążysz na wieczorynkę! – zachichotałam. Dave złapał się za boki z kpiącym uśmieszkiem na ustach.
-A to dlatego ty tak bardzo chcesz mnie wygonić! ty też chcesz obejrzeć! – wystawił mi język. Przymrużyłam oczy.
-O niczym innym nie marzę – prychnęłam – chcesz pomóc włączyć mi telewizor? Bo chyba sobie sama z tym nie poradzę. Aha – strzeliłam palcami – No i jeśli chcesz tu zostać, musisz zrobić mi masaż stóp!
-Dawaj te giry! – uśmiechnął się blondyn, schylając się po moje stopy.
-Hej! – wrzasnęłam przestraszona, podskakując – Ja żartowałam! Moje stopy są zbyt cenne, żebyś ich dotykał.
-A już miałem nadzieję, że dostąpię tego zaszczytu – posmutniał Desrosiers. Spojrzeliśmy na siebie i w tym samym momencie wybuchnęliśmy śmiechem jak starzy i dobrzy kumple.
-to powiesz mi, jaki tytuł ma ta piosenka? – zapytał blondyn, opierając nogi o biurko. Wyraźnie czuł się jak u siebie w domu. Tym razem to nie przeszkadzało, chociaż zazwyczaj za takie zachowanie miałam ochotę wyrzucić go z domu. Blondyn zawsze potrafił jakoś sprytnie mnie zagadać.
-„Full moon sways”* – odparłam zarumieniona, wlepiając wzrok w podłogę. Kątem oka zauważyłam zamyśloną twarz Desrosiersa. Domyślałam się, że on nawet nie słyszał o takim tytule. Uśmiechnęłam się. Właśnie o to mi chodziło. Chciałam zaśpiewać piosenkę, której nikt nie zna, a którą pokochaliby wszyscy.
-Nie znam – odparł zgodnie z moimi domysłami chłopak.
-O to chodzi – odparłam.
-Wiem! – podskoczył z entuzjazmem David – Zrobimy próbę generalną! Graj!
-Chyba zwariowałeś!  -wrzasnęłam przerażona, strasząc także blondyna, który cofając się, potknął się  niechcący o dywan i upadł. Nie zwróciłam na to uwagi – Usłyszysz to dopiero wtedy, gdy wszyscy to usłyszą. Nie mogę dopuścić do tego, żebyś poznał to szybciej niż inni – prychnęłam.
-No przestań! – prychnął blondyn, wiedziałam, że już mu nie przemówię do rozsądku – Trzeba ćwiczyć jak najwięcej.
-Ja już umiem to grać – dodałam szybko, ale to go chyba nie przekonało.
-Z gitarą jest jak z matematyką – wytłumaczył mi cierpliwie – Im więcej ćwiczysz, tym mniej błędów robisz. No i oczywiście tym lepiej grasz – uśmiechnął się – No dawaj! – zachęcił mnie.
-Nie! – warknęłam – jesteś ostatnią osobą dla której zagrałabym tę piosenkę.
- Ty się mnie wstydzisz! – roześmiał się blondyn, siadając na krześle, na którym siedział jeszcze kilka minut temu – Ty naprawdę się mnie wstydzisz! – roześmiał się. Ze złością na niego spojrzałam.
-Nieprawda! – wrzasnęłam wzburzona.
-to niby dlaczego jesteś cała czerwona?!
Przez moment na niego patrzyłam, a potem rzuciłam się w stronę półki, na której stało niewielkie lusterko. Rzeczywiście moja twarz nabrała różowego koloru.
-Ale się gorąco zrobiło!  -westchnęłam ciężko, ocierając pot z czoła, a raczej udając, że ocieram, bo cała ta scena to było przedstawienie. Na moje nieszczęście on się na tym poznał.
-Jeśli chcesz, to możesz się rozebrać – zachichotał – Mi to nie będzie przeszkadzać.
-Obejdzie się – burknęłam pod nosem, jednak uśmiechnęłam się lekko. Wróciłam na łóżko i ukradkiem zerknęłam na gitarę, co nie uszło uwadze Desrosiersa.
-No dawaj! – próbował dalej mnie zachęcić. Nie miałam zielonego pojęcia, jaki miał w tym cel. Uparcie pokręciłam głową. Nie mogłam tego zrobić, po prostu nie mogłam – Katy, stres naprawdę jest do pokonania! – spojrzałam w jego piwne oczyska i właśnie w nich zobaczyłam pewność. Uwierzyłam mu. Tylko że ja nie potrafiłam z tym walczyć.
-Zacznij małymi krokami – pouczał mnie uśmiechnięty blondyn – Słuchaj, musisz tylko wziąć tę gitarę i zagrać początek. Reszta już sama poleci.
-Ale ja nie potrafię! – wrzasnęłam zdenerwowana, nie tyle zachowaniem kolegi, co swoim. Nie umiałam się przemóc i to mnie wkurzało.
-Ty zawsze reagujesz wrzaskiem, jak coś cię wkurza – zachichotał David, ale zaraz spoważniał – To jak ty zamierzasz wystąpić przed całą szkołą?
-Wtedy nie będę sama! – odparłam z dumą.
-Nie? – zapytał zaskoczony Dave – to kto z tobą będzie? – jego ciekawość nie znała granic. Przegryzłem dolną wargę, zastanawiając się, czy dobrze zrobię, jeśli powiem mu o swoim chłopaku. Właściwie to co mi szkodziło.
-Mój chłopak – uśmiechnęłam się. Przez ułamek sekundy przed oczami stanął mi obraz Billa i jego szeroki uśmiech. Po raz kolejny do głowy przeszła mi ta myśl, że bardziej wspaniałego chłopaka nie odnalazłabym nigdy.
-aha – blondyn pokiwał ze zrozumieniem głową – Ale to wcale nie znaczy, że możesz zwalać na niego całą odpowiedzialność stresowej, bo on pewnie też będzie zdenerwowany. Dlatego musisz teraz dla mnie zagrać – paplał ciągle Dave – Inaczej nie dam ci spokoju. Uwierz mi, mogę nadawać tak w nieskończoność. Raz chłopaki zamknęli mnie w kiblu, bo za dużo gadałem. Mieli niezły ubaw, dopóki Chuckowi nie zachciało się do toalety…
-Dobra, zagram ci to – przerwałam mu, nie zważając na jego opowieść. Blondyn tylko szerzej się uśmiechnął, patrząc jak chwytam gitarę. Ręce mi drżały, ale wmawiałam sobie, że to nie stres, że przecież ja się nie denerwuję przed tym idiotą Desrosiersem. Jeszcze przed kimś, na kim opinii mi zależy, to okej, ale przed nim? Przed osobą, której zdanie nie jest nic wart?
Co gorsza to wcale nie pomagało. Gdy tylko na niego spojrzałam, nerwy mi przeszkadzały w uchwyceniu gitary i rozpoczęciu gry. Ciągle się wierciłam, co chyba doprowadziło do szału chłopaka.
-No zacznij w końcu grać! – wrzasnął oburzony chłopak – Bo za chwilę pomyślę, że ty nie umiesz tego zagrać!
-Umiem! – warknęłam – Potrzebuję czasu!
-Ciekawe, jak będzie reakcja szkoły, jak będziesz się tak ociągać – blondyn chyba specjalnie wydukał tę złotą myśl, żeby mnie wkurzyć. I zadziałało. Byłam tak bardzo zdenerwowana, że omal nie zniszczyłam akustyka. Zamiast tego od razu zaczęłam grać, chyba po to, żeby rozładować złość. David miał rację, to zniknęło. Pozostało tylko skupienie i muzyka.
Blondyn przez cały czas z uwagą wsłuchiwał się w dźwięki wytwarzane przez moją gitarę. Nie miałam pojęcia, dlaczego lekko się uśmiechał. Kiedy skończyłam grać, nie bez strachu na niego spojrzałam, chociaż ciągle próbowałam siebie przekonać, że jego zdanie w ogóle mnie nie interesuje. Desrosiers zamyślony przegryzł dolną wargę.
-Czegoś tak okropnego jeszcze nie słyszałem – westchnął ciężko. Momentalnie zrobiłam się czerwona na twarzy i już otworzyłam usta, żeby coś mu odpowiedzieć, ale wtedy Dave wybuchnął głośnym śmiechem – Twoja mina jest bezcenna! No przecież ja żartowałem! – poklepał mnie po ramieniu jak rasowego kumpla. Wciąż byłam wstrząśnięta jego reakcją. Nadal nie zamykałam ust – Grasz naprawdę nieźle. Może Slashem to ty nie jesteś i prędko nim nie zostaniesz, no ale przecież nie o to chodzi, prawda? – puścił mi oczko, co zdumiało mnie jeszcze bardziej – trochę się gubisz w rytmie, musisz w myślach sobie liczyć, ale jak trochę potrenujesz, to na konkursie zniszczysz wszystkich  - uśmiechnął się jeszcze szerzej. Otworzyłam buzię.
-A ty kim jesteś, znawcą jakimś? – prychnęłam z pogardą, chociaż w myślach sobie powtórzyłam jego porady, żeby je zapamiętać. On wpatrywał się we mnie swoimi wesołymi oczami, a potem powoli wyciągnął dłonie w stronę mojej gitary. Objęłam ją, patrząc na niego nieufnie. Nikomu nie dawałam do rąk mojej gitary, nawet mój ojciec wiedział, że nie może z niej korzystać.
-Przecież nie zrobię jej krzywdy – próbował mnie przekonać. Westchnęłam cicho i spojrzałam na instrument. Głos Davida wydawał mi się pewny, ale i tak mu nie ufałam – Spokojnie, uwierz mi, ja wiem, czym może być gitara dla człowieka – spojrzałam w jego piwne oczy i ujrzałam prawdę. Nadal z niewielkim wahaniem wyciągnęłam gitarę w jego stronę. Przez ułamek sekundy jeszcze ją trzymałam, zastanawiając się, czy dobrze ronię. Uznałam jednak, że on na to zasługuje, chociaż nie miałam pojęcia, za co.
-Cudo – wyszeptał Desrosiers, dotykając strun palcami. Wydawał mi się naprawdę onieśmielony tym, że w ogóle trzyma tę gitarę w dłoniach. Dopiero po chwili zaczął grać. Miałam wrażenie, że on zapomniał o mojej obecności, tak bardzo wczuwał się w muzykę. A ja nie wiedziałam, co on grał. Domyśliłam się, że to musiała być jego jedna z ulubionych piosenek. Zamknęłam oczy. Dźwięki były niesamowite. Mogłabym słuchać ich w nieskończoność i nigdy by mi się nie znudziły. On potrafił. On potrafił grać i to o wiele lepiej niż ja czy Bill.
-Niesamowite – wyszeptałam, gdy on przerwał brzdąkanie. Wyraźnie zaczarowana otworzyłam. Blondyn przez krótki moment patrzył na mnie, a potem ze smutkiem zwiesił głowę i znowu zaczął grać. Moje serce zaczęło szybciej bić. Dave wyraźnie stracił dobry humor, nie wiedziałam, dlaczego, ale zrobiło mi się go szkoda – Coś się stało? – zapytałam delikatnie. On tylko pomachał głową, dalej bawiąc się gitarą.
-Po prostu… Wspomnienia – uśmiechnął się krzywo – Tamta piosenka była dla mojej dziewczyny… - blondyn gwałtownie urwał, a potem szybko się poprawił - … mojej byłej dziewczyny.
Zadrżałam przestraszona. Przez cały czas myślałam, że Davidowi udało się z nią pogodzić, dlatego zaczął z powrotem przychodzić do mnie, żeby ćwiczyć tę matmę. Poczucie winy znowu dawało mi się we znaki. Cała ta afera na nas obu wpłynęła fatalnie. Tyle że ja ucierpiałam tylko na opinii, on utracił coś ważniejszego.
-Przepraszam – wymamrotałam cicho, wlepiając wzrok we własne palce. Katem oka widziałam jego twarz.
-Nie masz za co przepraszać – westchnął blondyn, przerywając grę – To już przeszłość, muszę nauczyć się z tym żyć – dodał słabo. Najwyraźniej mówiło się o tym znacznie łatwiej niż się czuło. Doskonale o tym wiedziałam, chociaż sama nigdy nie byłam w takiej sytuacji.
-Naprawdę masz dobry sprzęt – zmienił szybko temat, zauważywszy zapewne, że oboje czujemy się niezręcznie, rozmawiając o jego byłej dziewczynie. Ze słabym uśmiechem wyciągnął instrument w moją stronę – Nie zmarnuj go.
Chwyciłam ją czując się, jakbym przejmowała już inną gitarę niż oddawałam w jego ręce. To było dziwne, bo ten akustyk wydawał mi się być jeszcze piękniejszy. Chyba dopiero wtedy poczułam magię muzyki. Zrozumiałam, że ją także można odkryć.
-Dobra, będę się zbierał – dodał za chwilę trochę nieswojo Dave, wstając. Otworzyłam usta, chcąc go zatrzymać, ale nie wiedzieć czemu, nie zrobiłam tego. Uznałam, że być może on nie ma już ochoty na moje towarzystwo. Po tym, co powiedziałam, wcale bym się nie zdziwiła. Westchnęłam cicho, przeklinając siebie w duchu i wstając, by odprowadzić blondyna do drzwi.
Aż do tego dnia nie poruszaliśmy tematu dziewczyny Dave’a i chyba nigdy więcej już go nie poruszymy. Kiedy otworzyłam oczy i uświadomiłam sobie, że to już dzisiaj, miałam ochotę zamknąć je z powrotem i zasnąć. Siłą woli zdołałam się powstrzymać. Zamiast tego zmusiłam się, żeby wstać i ubrać się. Śniadanie połknąć nie mogłam. Nerwy brały nade mną górę.
Jeszcze przed szkołą zastanawiałam się, czy na pewno chcę do niej wejść, postanowiłam jednak się przemóc. Wiedziałam, że to jest do pokonania, że ja mogę z tym zwyciężyć. Wszyscy się na mnie patrzyli, kiedy już znalazłam się w środku, zapewne przez gitarę, którą targałam na ramieniu. Chyba byli zaskoczeni. Starałam się nie zwracać na to uwagi, tak jak wczoraj powiedział mi Dave, ale to było cholernie trudne. Po raz pierwszy lekcje mijały mi tak szybko. Dwie pierwsze, które się odbywały skończyły się prawie w tym samym czasie, w którym się zaczęły. Dłonie coraz bardziej mi drżały. Wyskoczyłam z budynku szkoły, mając nadzieję, że Billowi uda się poprawić mój nędzny humor. Mojego chłopaka jeszcze nie było. Zdenerwowana zerknęłam na zegarek. Po raz drugi się rozejrzałam. Ludzie roześmiani i wyluzowani siedzieli na ławkach i śmiali się. Powoli zaczynałam żałować, że się na to wszystko zgodziłam. Czekałam do dzwonka, po dzwonku także. Obiecałam sobie, że bez niego nie przekroczę progu szkoły. Oczywiście uległam, kiedy David namawiał mnie do powrotu i obejrzenie występów. Na początku nie chciałam, wiedziałam, że nie dam sobie rady bez Billa. Blondynowi jakoś udało się przekonać mnie, że mój chłopak na pewno tutaj przyjdzie, że na pewno zjawi się w szkole. Za kulisami był taki bałagan, że nie mogłam znaleźć tam własnych myśli. Stanęłam z Davidem tak, żeby widzieć całe przedstawienie, chociaż tak naprawdę ono w ogóle mnie nie interesowało. Ciągle ze strachem rozglądałam się za osobami, które miały wystąpić. Wszyscy stroili głosy albo instrumenty. Nerwowo przełknęłam ślinę. On musiał przybyć na czas. No przecież by mnie nie wystawił… Nie on…
-David! – usłyszeliśmy za sobą ostry krzyk. 

*przed laty nie mogłam przestać tego słuchać :) https://www.youtube.com/watch?v=SGJAc7WY23w

środa, 5 marca 2014

PART XI

-Kate – usłyszałam za swoimi plecami pisk. Zatrzymałam się zaskoczona, ale nie zdążyłam się odwrócić, boi ktoś skoczył mi na plecy. Jęknęłam, przeczuwając, że za chwilę z mojego kręgosłupa nie pozostanie nic – Dziękuję! Dziękuję! – wrzeszczała dalej. Dosłownie w ostatniej chwili powstrzymałam się przed zatkaniem uszu.
-Za co? – odparłam zdumiona. Nadal do mnie nie docierało to, co się właściwie wydarzyło. Ona ściskała moją dłoń, omal nie powodując mojej śmierci.
-Umówił się ze mną! – krzyknęła tak głośno, ze ludzie stojący w pobliżu podejrzliwie nam się przyglądali. Ona tego nie zauważyła – Powiedział mi, że te plotki o tobie i o nim to nieprawda i  że zależy mu na tym, żeby ze mną się spotkać! Poprosił mnie o numer telefonu, rozumiesz?! – dziewczyna kilka razy podskoczyła z radością – To wszystko dzięki tobie! – ponownie mocno mnie uściskała – Powiedział, że to ty mu tyle o mnie opowiedziałaś! Dziękuję!
-Nie ma za co – odparłam, czując pustkę, przytulając ją i zastanawiając się nad jej słowami. Dopiero po ułamku sekundy uśmiechnęłam się. Zrozumiałam. To był plan bruneta. Przedstawił mnie w jak najlepszym świetle, byle tylko Amy uwierzyła w to, że między nami nic nie było. Zaczął naprawiać swoje błędy, co przyniosło mi ulgę. No i mojej przyjaciółce także. Tylko skąd on wiedział, że Amy tylko w taki sposób mi wybaczy? Zgadywał?
Nie miało to dla mnie znaczenia. Najważniejsze było to, ż e wciąż byłyśmy przyjaciółkami. Nadal przyzywano mnie na korytarzach, ale teraz, kiedy miałam Amy po swojej stronie, nie zważałam już na to tak jak przedtem. Dziewczyna w kółko trajkotała o Bouvierze i o tym, jaki  jest fantastyczny. Kiedyś miałam ochotę ją za to zabić, teraz mi to nie przeszkadzało. Nawet przyszło mi do głowy, że powinnam mu podziękować za to, że tak zmienił do mnie nastawienie mojej przyjaciółki. Westchnęłam cicho, obiecując sobie, że na następnej przerwie polecę do niego i podziękuję.
I tak tez zrobiłam. Po matematyce śledziłam Desrosiersa i Lefebvre , którzy zaprowadzili mnie do Pierre’a. Wiedziałam, ze przy chłopakach mogłam się czuć swobodnie, dlatego nie czekałam, aż jego kumple się rozejdą, co na pewno szybko by się nie wydarzyło.
-Dzięki, Pierre – uśmiechnęłam się do bruneta, który aż podskoczył, słysząc mój głos. Zachichotałam.
-Wiesz, że jak umrę na zawał, to pogrzebiesz nadzieje naszej szkoły na zdobycie międzyszkolnego pucharu w hokeju? - zagrzmiał chłopak, udając zdenerwowanego – Jestem głównym rozgrywającym! – przejechał dłonią po swojej czuprynie z niemałą dumą. Wraz z chłopakami wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.  On tylko przewrócił oczami.
-Przepraszam, nie chciałam, żebyś wypadł z pierwszego składu – roześmiałam się – Chyba nadal w nim jesteś, co nie?
-Dopóki mi serce bije, to tak! – odpowiedział, nadal udając obrażonego i masując dłonią swoją pierś.
-dobra, to ja ładnie podziękuję za to, co zrobiłeś i już znikam, żeby przypadkiem nie pozbawić ciebie dyspozycji na mecz – zachichotałam. Już miałam się odwrócić, kiedy on się odezwał:
-Czyli podziałało? – w jego głosie usłyszałam znowu tę dumę.
-Podziałało – przytaknęłam z uśmiechem – Powiedziała, że to moja zasługa, że się z nią umówiłeś.
-Bo twoja! – zgodził się brunet, kiwając głową – Gdybyś nie wrzasnęła, że ona się we mnie zakochała, nigdy nie wpadłbym na to, żeby się z nią umówić.
-Niby tak – wzruszyłam ramionami, nieco zarumieniona – Ale to i tak w większości twoja zasługa, ze nasza przyjaźń przetrwała – uśmiechnęłam się szerzej w podziękowaniu. Pierre otworzył usta jakby chciał cos powiedzieć, ale zawiesił się, patrząc na mnie. Potem wzruszył ramionami jakby wszystko było mu jedno.
-No niech ci będzie – wyszczerzył się jak gwiazda – dzisiaj jestem bohaterem – oznajmił nieskromnie, za co oberwał z łokcia od Seba.
-Czasami popada w samouwielbienie, musimy to kontrolować-  wyjaśnił mi kolega z klasy, a stojący obok Jeff również przywalił biednemu brunetowi w żołądek.
-Jeszcze ja! – podskoczył ochoczo Dave, ze swojej pięści waląc brunetowi prosto w brzuch.
-Dobra, zrozumiałem! – krzyknął Bouvier, zanim Chuck zdążył podejść. Comeau jęknął cicho zniechęcony.
-Znowu nie zdążyłem! – zaczął marudzić, ale nikt go już nie słuchał.
-Widzisz, Kate?! – żalił mi się Pierre – I jak ja mam wystąpić na meczu?! Z takimi siniakami?! Oni się nade mną znęcają! Ja potrzebuję pomocy! – jęczał głośno.
-Jak będziesz dalej ględzisz, to oberwiesz jeszcze raz! – wrzasnął Jeff, a Chuck podskoczył z radością. Na jego nieszczęście brunet, udając przerażonego zamknął buzię i cofnął się o trzy kroki, uderzając plecami o ścianę. Widząc jego zabiedzoną minę, znowu się roześmiałem. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek.
-Idę – pożegnałam się, obracając się na pięcie.
-Nie odchodź, kryształowa damo!  - usłyszałam błagalny głos bruneta. Odwróciłam głowę w jego stronę i wysłałam mu niewinny pocałunek.
-To ci pomoże przetrwać – zachichotałam, chociaż starałam się zachować powagę. Słyszałam jeszcze jego krzyk, ale już nie zareagowałam, domyślając się, że on najprawdopodobniej sobie żartuje. Tymczasem dopiero w klasie dotarło do mnie, że jego głos był poważny. Tylko czego on mógł ode mnie chcieć?
***
-Nawet sobie nie potrafisz wyobrazić, jak mi w tej chwili dobrze – wyszeptałam, przytulając się do Billa. Jego serce biło żwawo, dzięki czemu wiedziałam, że on czuje dokładnie to samo. Byłam w nim cholernie zakochana i nie wyobrażałam sobie życia bez jego objęć. – mam już dość tych wrzasków i oskarżeń – westchnęłam cicho. Miałam ochotę się przed nim wygadać, powiedzieć o Pierre’rze i o wszystkim, co mnie spotkało, ale wiedziałam, że to do niczego dobrego by nie doprowadziło. A pomimo wszystkich przykrości, które sprawili mi nieświadomie chłopaki, nie mogłam pozwolić na to, by którykolwiek z nich oberwał od mojego Billa. A wiedziałam, że mogłoby do tego dojść, gdyby on poznał prawdę.
-Na pewno jest tobie dobrze? – zapytał mój chłopak, w jego głosie usłyszałam nutkę wątpliwości.
-Na pewno – odparłam ciepło, uśmiechając się. On jednak mi nie uwierzył, wyczytałam to z jego oczu – Coś się stało? – zapytałam unosząc brwi do góry.
-To ja powinienem ciebie o to zapytać – on wlepił wzrok w trawę – Mam wrażenie, że coś ciebie gnębi.
Przegryzłam dolną wargę i spuściłam głowę. Starałam się nie myśleć o Pierre’rze i o tym, że okłamuję najdroższą mi osobę.
-Po prostu… W szkole ogłoszono taki konkurs – wymyśliłam na poczekaniu, zgrabnie omijając temat bruneta w taki sposób, że nie okłamuję Billa – I ktoś mi powiedział, że… miałabym szansę to wygrać – wymamrotała, rumieniąc się. Nigdy nie lubiłam się chwalić, chociaż mojemu chłopakowi mogłam powiedzieć wszystko.
-I to przez cały czas zajmuje tobie myśli? – roześmiał się mój towarzysz – Więc weź w tym udział i przestań się zadręczać.
-Daj spokój – prychnęłam – Nie wystąpię przed szkołą, choćbyś mnie torturował.
-Dlaczego? – zapytał zaskoczony Bill, wypuszczając mnie ze swoich objęć i wlepiając swój wzrok w moje tęczówki – Przecież potrafisz śpiewać, i to lepiej niż niejeden artysta. Powinnaś spróbować.
-Wiesz, że nigdy się na to nie odważę – westchnęłam – Nie widzę siebie na scenie. Ja nienawidzę zwracać na siebie uwagi – ze smutkiem wlepiałam wzrok w ziemię. On milczał, zapewne zastanawiając się, w jaki sposób mnie przekonać. Takiego sposobu nie było.
-Chcesz wystąpić – wyszeptał. Przez moment nie odzywałam się, zaskoczona jego wypowiedzią. Przytaknęłam. On miał rację, w głębi serca chciałam pochwalić się swoim głosem, bo to sprawiłoby, że ludzie przestaliby na mnie patrzeć wilczym wzrokiem. Z drugiej strony wiedziałam, że ja tego nie wytrzymam psychicznie.
-Tak, ale przecież ty wiesz, że gdybym to zrobiła, wszystko okazałoby się kompletną klapą.
-Nieprawda – upierał się przy swoim mój chłopak – Gdybyś w końcu uwierzyła w siebie, odniosłabyś ogromny sukces. Tylko musiałabyś uświadomić sobie, że to potrafisz. Proszę cię, weź w tym udział – spojrzał na mnie w taki sposób, że nie potrafiłam mu odmówić. Zadrżałam. Nie mogłam tego zrobić. Po prostu nie mogłam, ale jak mu to wytłumaczyć?
Wtedy do głowy wpadł mi pewien pomysł. Spojrzałam na niego, na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. On spojrzał na mnie, wyraźnie przestraszony, chyba już wiedział, że wpadłam na coś.
-Okej, wystąpię – zgodziłam się – Ale tylko pod jednym warunkiem – wystawiłam wyprostowany prosty palec przed jego nos.
-Aż się boję pytać, pod jakim – roześmiał się mój chłopak, chociaż w jego głosie wyczułam też sporo nerwów. Jeszcze szerzej się uśmiechnęłam.
-Wystąpisz razem ze mną.
Oczy Billa natychmiast się rozszerzyły, a chłopak wybuchnął głośnym, niepohamowanym śmiechem. Wpatrywałam się w niego z powagą. Bałam się, że mój genialny pomysł nie zdał egzaminu, przynajmniej na to wskazywałaby moja reakcja.
-ty żartowałaś, prawda? – zapytał ze łzami w oczach. Pokręciłam głową, nadal błagalnie na niego patrząc. Ale on zaprzeczył głową – Nie, skarbie. Zrobię dla ciebie wszystko, naprawdę wszystko, ale nie to. Zresztą ja pewnie nawet bym nie mógł…
-Mógłbyś! – przerwałam mu – W regulaminie napisano, że osoby spoza szkoły także mogą wystąpić! No proszę cię! – chwyciłam jego dłoń i zaczęłam delikatnie ją pieścić w nadziei, że jednak zmieni zdanie. I chyba moje błagalne spojrzenie pomogło, bo za chwilę on uległ. Poznałam to po jego charakterystycznym ciężkim westchnięciu.
-Okej… - wymamrotał niepewnie. Słysząc jego słowa, głośno zapiszczałam i rzuciłam się, by go przytulić. Teraz już byłam pewna na sto procent. Mam najcudowniejszego chłopaka pod słońcem. Bo któż inny zgodziłby się na coś takiego?
-Naprawdę?! – zapiszczałam piskliwie, mocno go przytulając – Naprawdę to zrobisz?!- jego mina była tak bardzo zmieszana, że przez moment pomyślałam, że jednak się rozmyślił. Na szczęście on to potwierdził.
-tylko przygotuj piosenkę, bo musze ją przećwiczyć – powiedział słabo, jakby za chwilę miał zemdleć. Jeszcze szerzej się uśmiechnęłam i chyba ten uśmiech trochę go rozpromienił. Niespodziewanie dla mnie porwał mnie w swoją stronę i położył na ziemię, całując gorąco. Jęknęłam z wyraźną przyjemnością, zaplatając dłonie w jego włosy. Uwielbiałam z nim wariować, nawet gdy tłum przygłupich ludzi gapił się na nas. To nas nie obchodziło, dla nas liczyliśmy się tylko my.  Cieszyliśmy się sobą i to w zupełności nam wystarczyło.
-Dziękuję – wyszeptałam, gdy tylko on oderwał usta od moich warg. Uśmiechnął się, a jego uśmiech zrobił się jeszcze cieplejszy niż był zazwyczaj.

-Kocham cię – odpowiedział czule. 

*troszeczkę Was zaniedbałam ostatnio, ale trochę dużo dzieje się w moim życiu. Obiecuję, że na następny part nie będziecie czekać tak długo! :d