-Co ty wyprawiasz?! – wrzasnęłam głośno, rozglądając się
przerażona – Pierre, do reszty cię pogrzało?
-Ja… Ja tylko… - brunet głośno przełknął ślinę. Był tak
bardzo przestraszony tym co zrobił, że aż drżał. Cofnęłam się o dwa kroki. Nie
wiedziałam, dlaczego, nie potrafiłam zrozumieć jego zachowania. I nie miałam
pojęcia, czy chcę to wiedzieć – Przepraszam – wymamrotał bezbarwnie – Myślałem,
że… No… Poniosło mnie.
-Pierre! – zapiszczałam – Ja mam chłopaka! Zresztą między
nami i tak nic nigdy by nie zaiskrzyło, rozumiesz?! – podkreśliłam twardo- Ja
nic do ciebie nie czuję! Nasz związek nie miałby sensu.
On bardzo nisko spuścił głowę i wyraźnie posmutniał.
Chyba dotarło do niego to, co miałam na myśli. Westchnęłam cicho. Naprawdę nie
chciałam go ranić, ale czy ja miałam inne wyjście? Nie mogłam zaczynać nowego
związku, szczególnie z tego powodu, że nic do niego nie czułam.
-Okej – wymamrotał cicho – Okej, rozumiem… I… Przepraszam
– on próbował się do mnie zbliżyć, ale odskoczyłam. Tak, bałam się. Bałam się
jak jasna cholera.
-Chyba lepiej będzie, jak sobie stąd pójdę - powiedziałam,
odwracając się na pięcie.
-Za… - próbował mnie zatrzymać, ale ja tylko potrząsnęłam
głową.
-Pierre, ja potrzebuję czasu – westchnęłam, oddalając się
od niego – Nie miej mi tego za złe, dobra? – dodałam z nutką nadziei i chociaż
nie usłyszałam odpowiedzi, czułam, ze jest pozytywna. Nie zwracając uwagi na
jadące po ulicy samochody przeszłam przez ulicę. Serce waliło mi jak oszalałe.
Przełknęłam ślinę. To co ostatnio działo się w moim życiu, to jedna wielka komedia,
a raczej horror. O co w tym wszystkim chodziło? Dlaczego ja wpadłam w takie
bagno? Zacisnęłam pięści. Miałam nadzieję, że nikt nas nie zobaczył, bo
inaczej… Moje oczy wypełniły się łzami. Szybko je otarłam, powtarzając sobie, że
jestem silną babką, a silne babki nie płaczą.
Ważne, żeby mój chłopak o niczym się nie dowiedział.
Zabiłby Pierre’a. Dosłownie. Jego nerwy nie mogłyby strawić tego, że ktoś inny
poza nim odważył się mnie całować. Przegryzłam dolną wargę. Moje myśli wirowały
mi po głowie. Modliłam się, by to wszystko, co miało przed chwilą miejsce, na
zawsze pozostało tajemnicą. Wiedziałam, ze to będzie trudne. Wzięłam głęboki
wdech. Byle tylko nie pisnąć słówkiem…
***
Jeśli spodziewałam się, że koszmar, przez który ostatnio
przeszłam, następnego dnia zmaleje, myliłam się. W ogóle nie miałam ochoty tam
iść i chyba dobrze bym zrobiła, gdybym jeden dzień sobie odpuściła. Z drugiej
strony to byłaby ucieczka, a ja zawsze wolałam stawać oko w oko z problemem i
go pokonać. Tym razem to było po prostu niemożliwe.
Od samego początku przeczuwałam, ze w tych spojrzeniach
jest coś gorszego niż we wczorajszych. Mimo to nadal szłam przez korytarz z
dumnie uniesioną głową. Nie zamierzałam pokazywać innym, że obchodzą mnie ich
plotki na temat mnie i Desrosiersa. Ale to niepokojące uczucie dawało mi się we
znaki. Jakimś cudem dotarłam do swojej szafki. Z daleka widziałam tę kartkę z
napisem „dziwka!”. Udałam, ze w ogóle się tym nie przejmuję. Przełknęłam głośno
ślinę, zrywając tę kartkę i gniotąc ją na oczach kilkunastu kolegów i
koleżanek. Olałam to wszystko, chociaż serce łomotało mi mocniej. Szybko otarłam
łzy z oczu tak szybko, by nikt ich nie zauważył i zaczęłam pakować książki do
torby, zastanawiając się, kto mógłby napisać mi tak bardzo obraźliwą wiadomość.
Wierzyłam w to, że jednak nie chłopaki, nie mam pojęcia, dlaczego. To musiał
być ktoś inny.
Nadal się nad tym zastanawiałem, kiedy już usiadłem w
swojej ławce, oczekując na dzwonek i swoją przyjaciółkę. Dzwonek usłyszałam
kilka minut później, ale jej ciągle nie było. Weszła na samym końcu, zaraz za
nauczycielką. Odetchnęłam z ulgą, ale tylko na chwilę. On nie skręciła w stronę
naszej ławki. Usiadła za to tuż przed samą nauczycielką, w ławce, którą
przeklinali wszyscy. Ze zdumieniem się jej przyglądałam, ona jednak nie
zwracała na mnie żadnej uwagi. powoli zaczynałam się niepokoić. To wszystko
robiło się coraz bardziej zagmatwane. O co do jasnej cholery chodzi tym razem?
Kiedy tylko dzwonek zabrzęczał po raz kolejny, ja
zdążyłam zaledwie wstać i na nią spojrzeć. Ona już leciała w stronę drzwi.
Chwyciłam książki i torbę , a potem pobiegłam za nią. Wciąż miałam ją na oku,
ale szanse na jej dogonienie były minimalne, żeby nie powiedzieć: żadne. Mimo
to nie poddawałam się. I podjęłam dobrą decyzję, bo w pewnym momencie ona
wpadła na kogoś i się przewróciła.
-Nic ci nie jest? – zapytałam trochę przestraszona,
pomagając jej wstać. Jednak dziewczyna, gdy tylko usłyszała mój głos, od razu
porzuciła moją pomoc i sama wstała. Bez słowa się odwróciła i odeszła. Przez
moment się nie poruszałam, zaskoczona tym wszystkim.
-Zaczekaj! – dogoniłam ją szybko i chwyciłam Amy za
ramię. Wyszarpała się.
-Zostaw mnie! – zaprotestowała głośno. Spojrzałam na nią
rozszerzonymi oczami. W ogóle nie spodziewałam się takiej reakcji ze strony
przyjaciółki. Wtedy zauważyłam, że ona płakała.
-Amy, co się stało? – zapytałam delikatnie, nadal
dotrzymując jej kroku. Ona chyba jednak nie zamierzała mi dopowiedzieć, już
wiedziałam, że przyjęła metodę ignorancji – No Amy! – warknęła,, próbując
zmusić ją, by wyjaśniła mi, co się tutaj dzieje – Amy! – wkurzyłam się.
Zatrzymałam się, zmuszając ja, by także przystanęła. Spuściła głowę nisko,
chyba nie chciała na mnie spojrzeć. Zacisnęłam mocniej pięści. Powoli zaczynało
wkurzać mnie to milczenie.
-Amy, no co ty, bachor jesteś? – warknęłam, trzęsąc jej
ciałem – Wytłumacz mi, o co ci chodzi! – rozkazałam.
-O co mi chodzi?! – zapiszczała histerycznie dziewczyna,
podnosząc głowę do góry i wpatrując się we mnie ze złością – O Bouviera mi
chodzi! – wrzasnęła, uznając, ze tyle mi wystarczy i wymijając mnie. Przez
krótki moment po prostu stałam, gapiąc się w powietrze, zaskoczona tym, co
przed chwilą usłyszałam. Wtedy to wszystko zrozumiałam. Te spojrzenia i tę
głupią kartkę. Oni wszyscy myśleli, że ja kręciłam z Davidem i Pierre’em bez
wiedzy chłopaków. I co gorsza Amy uwierzyła w to, że podwalałam się do
Bouviera.
-Amy! – na szczęście szybko udało mi się ją dogonić –
Amy, pomiędzy mną a Pierre’em niczego nie było! Wiesz, że nienawidzę ich prawie
tak bardzo jak Desrosiersa!
-I co? – ona krzywo się uśmiechnęła – Tak bardzo ich
nienawidzisz, że obu obróciłaś sobie ich wokół palca!
-Przestań pleść te głupoty! – warknęłam – To wszystko
jakieś głupie plotki!
-Tak?! – krzyknęła ona, zatrzymując się gwałtownie i
obracając głowę w moją stronę – Więc przyrzeknij mi, że ty i Pierre nigdy się
nie całowaliście! – oskarżycielsko wskazała na mnie palcem. Otworzyłam usta,
ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Nie mogłam. Nie potrafiłam skłamać, bo
gdybym jej to przyrzekła, to nie powiedziałabym prawdy. Amy przez moment
wpatrywała się we mnie z nadzieją, potem jej oczy wypełniły się łzami.
Spuściłam nisko głowę.
-Wiedziałam… - wyszlochała – a ja tobie o wszystkim
mówiłam, błagałam cię o jego numer… Ja ufałam tobie… powiedz… Tak zachowują się
przyjaciele? – wysyczała mi prosto w twarz. Czułam się jakby moje serce zostało
rozjechane na środku drogi. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Ona tylko prychnęła.
Miała ochotę napluć mi na twarz, bo zrobiła taki ruchu jakby chciała to zrobić,
ale powstrzymała się. Ruszyła dalej, wymijają c mnie po drodze.
-To nie tak jak myślisz… - wydusiłam z siebie, gdy
przechodziła obok.
-Całowałaś się z chłopakiem, o którym ja śnię każdej
nocy! – wyszlochała – Mnie tyle wyjaśnień wystarczy.
Wiedziałam, że dalsza rozmowa nie ma sensu. Ona była już
w takim stanie, że nic nie mogłam jej już wytłumaczyć. Zadrżałam, rozglądając
się wokół. Wszyscy się na mnie gapili. Olałam to tak samo jak olewałam
wszystko. Przegryzłam dolną wargę. Musiałam coś zrobić. Musiałam ratować naszą
przyjaźń, która powoli zaczynała się rozpadać. Kątem oka zerknęłam na plan
lekcji. Już wiedziałam, gdzie muszę biec. Złość coraz bardziej przejmowała nade
mną kontrolę. Gdy go zobaczyłam, moje nerwy puściły wodze. Nie zważając na nic
wokół, poleciałam do bruneta i zaczęłam tłuc pięściami jego klatkę piersiową. Pierre
próbował mnie uspokoić, ale chyba nie był zaskoczony moim zachowaniem. Ktoś
złapał mnie za ręce i siłą próbował odciągnąć od niego. Ciągle kopałam,
wrzeszczałam i wierzgałam się, dopóki nie zrozumiałam, że to bez sensu.
-Przez ciebie straciłam przyjaciółkę – warknęłam.
Chłopaki na wszelki wypadek nadal mnie trzymali. Powoli emocje zaczęły się ze mnie
ulatniać. Pierre nadal wpatrywał się we mnie ze spokojem, ale chyba bał się do
mnie zbliżyć. Nie odezwał się. Wiedziałam, że próbuje szybko przemyśleć moje
słowa.
-Przez to że wczoraj ciebie pocałowałem? – domyślił się.
Pokiwałam głową. Seb, Chuck, Jeff i Dave spojrzeli na nas wyraźnie zaskoczeni.
Byli tak bardzo zaszokowani, że aż mnie puścili. Ja jednak nie zamierzałam już
nikogo atakować.
Kurcze :O
OdpowiedzUsuńOby jakoś udało jej się pogodzić z Amy... przecież to nie jej wina! Pierre powinien coś z tym zrobić!