D

D

poniedziałek, 10 lutego 2014

PART IX

-Co ty wyprawiasz?! – wrzasnęłam głośno, rozglądając się przerażona – Pierre, do reszty cię pogrzało?
-Ja… Ja tylko… - brunet głośno przełknął ślinę. Był tak bardzo przestraszony tym co zrobił, że aż drżał. Cofnęłam się o dwa kroki. Nie wiedziałam, dlaczego, nie potrafiłam zrozumieć jego zachowania. I nie miałam pojęcia, czy chcę to wiedzieć – Przepraszam – wymamrotał bezbarwnie – Myślałem, że… No… Poniosło mnie.
-Pierre! – zapiszczałam – Ja mam chłopaka! Zresztą między nami i tak nic nigdy by nie zaiskrzyło, rozumiesz?! – podkreśliłam twardo- Ja nic do ciebie nie czuję! Nasz związek nie miałby sensu.
On bardzo nisko spuścił głowę i wyraźnie posmutniał. Chyba dotarło do niego to, co miałam na myśli. Westchnęłam cicho. Naprawdę nie chciałam go ranić, ale czy ja miałam inne wyjście? Nie mogłam zaczynać nowego związku, szczególnie z tego powodu, że nic do niego nie czułam.
-Okej – wymamrotał cicho – Okej, rozumiem… I… Przepraszam – on próbował się do mnie zbliżyć, ale odskoczyłam. Tak, bałam się. Bałam się jak jasna cholera.
-Chyba lepiej będzie, jak sobie stąd pójdę - powiedziałam, odwracając się na pięcie.
-Za… - próbował mnie zatrzymać, ale ja tylko potrząsnęłam głową.
-Pierre, ja potrzebuję czasu – westchnęłam, oddalając się od niego – Nie miej mi tego za złe, dobra? – dodałam z nutką nadziei i chociaż nie usłyszałam odpowiedzi, czułam, ze jest pozytywna. Nie zwracając uwagi na jadące po ulicy samochody przeszłam przez ulicę. Serce waliło mi jak oszalałe. Przełknęłam ślinę. To co ostatnio działo się w moim życiu, to jedna wielka komedia, a raczej horror. O co w tym wszystkim chodziło? Dlaczego ja wpadłam w takie bagno? Zacisnęłam pięści. Miałam nadzieję, że nikt nas nie zobaczył, bo inaczej… Moje oczy wypełniły się łzami. Szybko je otarłam, powtarzając sobie, że jestem silną babką, a silne babki nie płaczą.
Ważne, żeby mój chłopak o niczym się nie dowiedział. Zabiłby Pierre’a. Dosłownie. Jego nerwy nie mogłyby strawić tego, że ktoś inny poza nim odważył się mnie całować. Przegryzłam dolną wargę. Moje myśli wirowały mi po głowie. Modliłam się, by to wszystko, co miało przed chwilą miejsce, na zawsze pozostało tajemnicą. Wiedziałam, ze to będzie trudne. Wzięłam głęboki wdech. Byle tylko nie pisnąć słówkiem…
***
Jeśli spodziewałam się, że koszmar, przez który ostatnio przeszłam, następnego dnia zmaleje, myliłam się. W ogóle nie miałam ochoty tam iść i chyba dobrze bym zrobiła, gdybym jeden dzień sobie odpuściła. Z drugiej strony to byłaby ucieczka, a ja zawsze wolałam stawać oko w oko z problemem i go pokonać. Tym razem to było po prostu niemożliwe.
Od samego początku przeczuwałam, ze w tych spojrzeniach jest coś gorszego niż we wczorajszych. Mimo to nadal szłam przez korytarz z dumnie uniesioną głową. Nie zamierzałam pokazywać innym, że obchodzą mnie ich plotki na temat mnie i Desrosiersa. Ale to niepokojące uczucie dawało mi się we znaki. Jakimś cudem dotarłam do swojej szafki. Z daleka widziałam tę kartkę z napisem „dziwka!”. Udałam, ze w ogóle się tym nie przejmuję. Przełknęłam głośno ślinę, zrywając tę kartkę i gniotąc ją na oczach kilkunastu kolegów i koleżanek. Olałam to wszystko, chociaż serce łomotało mi mocniej. Szybko otarłam łzy z oczu tak szybko, by nikt ich nie zauważył i zaczęłam pakować książki do torby, zastanawiając się, kto mógłby napisać mi tak bardzo obraźliwą wiadomość. Wierzyłam w to, że jednak nie chłopaki, nie mam pojęcia, dlaczego. To musiał być ktoś inny.
Nadal się nad tym zastanawiałem, kiedy już usiadłem w swojej ławce, oczekując na dzwonek i swoją przyjaciółkę. Dzwonek usłyszałam kilka minut później, ale jej ciągle nie było. Weszła na samym końcu, zaraz za nauczycielką. Odetchnęłam z ulgą, ale tylko na chwilę. On nie skręciła w stronę naszej ławki. Usiadła za to tuż przed samą nauczycielką, w ławce, którą przeklinali wszyscy. Ze zdumieniem się jej przyglądałam, ona jednak nie zwracała na mnie żadnej uwagi. powoli zaczynałam się niepokoić. To wszystko robiło się coraz bardziej zagmatwane. O co do jasnej cholery chodzi tym razem?
Kiedy tylko dzwonek zabrzęczał po raz kolejny, ja zdążyłam zaledwie wstać i na nią spojrzeć. Ona już leciała w stronę drzwi. Chwyciłam książki i torbę , a potem pobiegłam za nią. Wciąż miałam ją na oku, ale szanse na jej dogonienie były minimalne, żeby nie powiedzieć: żadne. Mimo to nie poddawałam się. I podjęłam dobrą decyzję, bo w pewnym momencie ona wpadła na kogoś i się przewróciła.
-Nic ci nie jest? – zapytałam trochę przestraszona, pomagając jej wstać. Jednak dziewczyna, gdy tylko usłyszała mój głos, od razu porzuciła moją pomoc i sama wstała. Bez słowa się odwróciła i odeszła. Przez moment się nie poruszałam, zaskoczona tym wszystkim.
-Zaczekaj! – dogoniłam ją szybko i chwyciłam Amy za ramię. Wyszarpała się.
-Zostaw mnie! – zaprotestowała głośno. Spojrzałam na nią rozszerzonymi oczami. W ogóle nie spodziewałam się takiej reakcji ze strony przyjaciółki. Wtedy zauważyłam, że ona płakała.
-Amy, co się stało? – zapytałam delikatnie, nadal dotrzymując jej kroku. Ona chyba jednak nie zamierzała mi dopowiedzieć, już wiedziałam, że przyjęła metodę ignorancji – No Amy! – warknęła,, próbując zmusić ją, by wyjaśniła mi, co się tutaj dzieje – Amy! – wkurzyłam się. Zatrzymałam się, zmuszając ja, by także przystanęła. Spuściła głowę nisko, chyba nie chciała na mnie spojrzeć. Zacisnęłam mocniej pięści. Powoli zaczynało wkurzać mnie to milczenie.
-Amy, no co ty, bachor jesteś? – warknęłam, trzęsąc jej ciałem – Wytłumacz mi, o co ci chodzi! – rozkazałam.
-O co mi chodzi?! – zapiszczała histerycznie dziewczyna, podnosząc głowę do góry i wpatrując się we mnie ze złością – O Bouviera mi chodzi! – wrzasnęła, uznając, ze tyle mi wystarczy i wymijając mnie. Przez krótki moment po prostu stałam, gapiąc się w powietrze, zaskoczona tym, co przed chwilą usłyszałam. Wtedy to wszystko zrozumiałam. Te spojrzenia i tę głupią kartkę. Oni wszyscy myśleli, że ja kręciłam z Davidem i Pierre’em bez wiedzy chłopaków. I co gorsza Amy uwierzyła w to, że podwalałam się do Bouviera.
-Amy! – na szczęście szybko udało mi się ją dogonić – Amy, pomiędzy mną a Pierre’em niczego nie było! Wiesz, że nienawidzę ich prawie tak bardzo jak Desrosiersa!
-I co? – ona krzywo się uśmiechnęła – Tak bardzo ich nienawidzisz, że obu obróciłaś sobie ich wokół palca!
-Przestań pleść te głupoty! – warknęłam – To wszystko jakieś głupie plotki!
-Tak?! – krzyknęła ona, zatrzymując się gwałtownie i obracając głowę w moją stronę – Więc przyrzeknij mi, że ty i Pierre nigdy się nie całowaliście! – oskarżycielsko wskazała na mnie palcem. Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Nie mogłam. Nie potrafiłam skłamać, bo gdybym jej to przyrzekła, to nie powiedziałabym prawdy. Amy przez moment wpatrywała się we mnie z nadzieją, potem jej oczy wypełniły się łzami. Spuściłam nisko głowę.
-Wiedziałam… - wyszlochała – a ja tobie o wszystkim mówiłam, błagałam cię o jego numer… Ja ufałam tobie… powiedz… Tak zachowują się przyjaciele? – wysyczała mi prosto w twarz. Czułam się jakby moje serce zostało rozjechane na środku drogi. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Ona tylko prychnęła. Miała ochotę napluć mi na twarz, bo zrobiła taki ruchu jakby chciała to zrobić, ale powstrzymała się. Ruszyła dalej, wymijają c mnie po drodze.
-To nie tak jak myślisz… - wydusiłam z siebie, gdy przechodziła obok.
-Całowałaś się z chłopakiem, o którym ja śnię każdej nocy! – wyszlochała – Mnie tyle wyjaśnień wystarczy.
Wiedziałam, że dalsza rozmowa nie ma sensu. Ona była już w takim stanie, że nic nie mogłam jej już wytłumaczyć. Zadrżałam, rozglądając się wokół. Wszyscy się na mnie gapili. Olałam to tak samo jak olewałam wszystko. Przegryzłam dolną wargę. Musiałam coś zrobić. Musiałam ratować naszą przyjaźń, która powoli zaczynała się rozpadać. Kątem oka zerknęłam na plan lekcji. Już wiedziałam, gdzie muszę biec. Złość coraz bardziej przejmowała nade mną kontrolę. Gdy go zobaczyłam, moje nerwy puściły wodze. Nie zważając na nic wokół, poleciałam do bruneta i zaczęłam tłuc pięściami jego klatkę piersiową. Pierre próbował mnie uspokoić, ale chyba nie był zaskoczony moim zachowaniem. Ktoś złapał mnie za ręce i siłą próbował odciągnąć od niego. Ciągle kopałam, wrzeszczałam i wierzgałam się, dopóki nie zrozumiałam, że to bez sensu.
-Przez ciebie straciłam przyjaciółkę – warknęłam. Chłopaki na wszelki wypadek nadal mnie trzymali. Powoli emocje zaczęły się ze mnie ulatniać. Pierre nadal wpatrywał się we mnie ze spokojem, ale chyba bał się do mnie zbliżyć. Nie odezwał się. Wiedziałam, że próbuje szybko przemyśleć moje słowa.

-Przez to że wczoraj ciebie pocałowałem? – domyślił się. Pokiwałam głową. Seb, Chuck, Jeff i Dave spojrzeli na nas wyraźnie zaskoczeni. Byli tak bardzo zaszokowani, że aż mnie puścili. Ja jednak nie zamierzałam już nikogo atakować. 

1 komentarz:

  1. Kurcze :O
    Oby jakoś udało jej się pogodzić z Amy... przecież to nie jej wina! Pierre powinien coś z tym zrobić!

    OdpowiedzUsuń