-Co zrobiłeś?! – zapytał niedowierzająco blondyn, łapiąc
się za głowę – te plotki to prawda?
Pierre spuścił nisko głowę, przegryzając dolną wargę.
Najwyraźniej przyjaciołom wciąż jeszcze nie powiedział o tym, co się wczoraj
wydarzyło. Twardo się w niego wpatrywałam. Brunet chyba nie wiedział, co
powiedzieć. Za to chłopaki już znali odpowiedzi na te pytania.
-Ciebie od reszty pogrzało?! – pytał załamany Chuck –
Pierre, co ci strzeliło do głowy?!
-To nie tak miało wyglądać – Bouvier schował twarz w
dłoniach, wyraźnie zmieszany. Wszyscy się w niego wpatrywaliśmy, żądając wyjaśnień.
Za chwilę brunet się wyprostował i spojrzał na nas przepraszająco – Chciałem
tylko jakoś pomóc Davidowi.
-W jaki sposób? – warknęłam – Całując się ze mną?
-Wiecie co może zniszczyć plotkę? – spojrzeliśmy na niego
pytająco, całkiem zaskoczeni tak niespodziewanym pytaniem. On szeroko się wyszczerzył
– Jeszcze silniejsza plotka.
Nasze oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Mimo że nie
miałam ochoty tego robić, w duchu musiałam przyznać mu rację. Tylko wciąż nie
miałam pojęcia, jaki to ma związek ze mną i z tym, co wydarzyło się wczoraj.
-To proste – brunet wzruszył ramionami – Pocałowałem Kate
z nadzieja, że ktoś ten pocałunek zobaczy i roześle plotkę, że jesteśmy razem.
Wtedy Dave bez problemu by się pogodził z dziewczyną. Ale chyba trochę się
pomyliłem w ocenie sytuacji – wydukał zaróżowiony brunet, wlepiając wzrok w
podłogę.
-trochę?! – warknęłam – Trochę?! Człowieku, ty
zrujnowałeś mi życie! Teraz wszyscy myślą, że ja jestem podłą suką i obracam
wokół palca dwóch najlepszych kumpli! A moja przyjaciółka ma ochotę mnie
zastrzelić, bo całowałam się z chłopakiem jej marzeń! – warknęła, jakimś cudem opanowując swoje
emocje.
-Z chłopakiem marzeń?- Pierre znacząco uniósł brwi do
góry. Zacisnęłam pięści, siłą powstrzymując się, by go naprawdę nie uderzyć.
-Tak! – wrzasnęłam – Tak, z tobą! Przez to wszystko ona
myśli, że zrobiłam jej na złość i że teraz naprawdę jesteśmy razem! W ogóle się
do mnie nie odzywa, nawet nie chce na mnie patrzeć! Nie wiem, jak ty to
zrobisz, ale dla swojego własnego dobra lepiej wyprostuj te plotki!
-Okej – wymamrotał zamyślony brunet – Zrobię, co w mojej
mocy – wyraźnie widziałam poczucie winy na jego twarzy, ale mnie nie obchodziło
to, że on żałował. W myślach tylko jedno mi się kręciło: żeby to wszystko jakoś
się ułożyło, a ten koszmar szybko się skończył. Nie obchodziły mnie jego
uczucia. Z zadowoleniem pokiwałam głową.
-A skoro już tak sobie szczerze rozmawiamy… - obróciłam
się na pięcie do Davida – Ja mam nadzieję, że ty w domu ćwiczysz matmę –
zapytałam blondyna, chociaż spodziewałam się negatywnej odpowiedzi.
-Eee… - Desrosiers zawahał się, zerkając na swoich kumpli
– Jakoś ostatnimi czasy nie miałem do tego głowy – wymamrotał prawie
niedosłyszalnie. Westchnęłam cicho.
-Więc lepiej zabierz się do roboty, bo nie zamierzam za
ciebie oberwać! – warknęłam, obracając się na pięcie. Dopiero wtedy zauważyłem,
że korytarze są puste, co oznaczało, że dzwonek już dawno musiał zadzwonić.
Uderzyłam się w czoło. No tak, teraz jeszcze spóźnienia mi brakowało. I tego,
by cała klasa zobaczyła, jak wpadam do środka z moimi „przyjaciółmi”. Jęknęłam,
przeczuwając, że jednak to wszystko szybko się nie skończy. Przeklęłam siebie w
duchu. Czy ja musiałam wsiąść na deskę tego Desrosiersa?
***
Do końca lekcji właściwie nic się nie zmieniało oprócz
tego ze coraz więcej ludzi zaczęło
nazywać mnie obraźliwe. Przez cały czas to ignorowałam z nadzieją, że brunet
niedługo zacznie działać. Tymczasem jemu chyba się nie śpieszyło. Nie widziałam
żadnych śladów, które wskazywałyby na to, że zaczął robić coś w tym kierunku.
Gdybym nie miała dość tej szkoły, to na pewno bym go znalazła i wysuszyłabym mu
głowę. Ale już byłam tym wszystkim tak bardzo zmęczona, ze gdy tylko usłyszałam
dzwonek, kończący zajęcia, rzuciłam się w stronę domu.
Tam oczywiście udawałam, że wszystko jest w porządku.
Grzecznie zjadłam obiad i schowałam się w swoim pokoju. Chwyciłam książkę od
geografii i próbowałam zrozumieć coś ze słów, które przelatywały mi przed oczami.
Ale niestety nie potrafiłam skupić się na nauce, przez cały czas myślałam o
słowach Pierre’a. Po upływie połowy godziny uznałam, że to udawanie nie ma
sensu i porzuciłam podręcznik. Zaczęłam intensywnie myśleć nad innym zajęciem,
które zajęłoby mi myśli. W oczy rzuciła mi się gitara. Z powodu lepszego pomysłu
chwyciłam ją, chociaż z pewnym wahaniem. Nie grałam na gitarze już od bardzo
dawna, co martwiło mojego tatę.
Nawet nie zauważyłam, kiedy ten czas minął, nie
usłyszałam cichego skrzypnięcia drzwi, gdy on wchodził, więc nie miałam
pojęcia, jak długo siedział, wsłuchując się w moją grę. Dopiero gdy się odezwał,
ja podskoczyłam przestraszona i zrozumiałam, że nie jestem sama. On podsumował
to śmiechem.
-Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć.
-Okej, okej – odparłam, chwytając się za serce. Powoli
moja twarz zaczynała nabierać buraczkowego koloru przez wstyd. Wlepiłam wzrok w
moją gitarę. On na pewno słyszał jak gram. A nie powinien. Nikt nie powinien
tego słyszeć.
-HEEEJ! – Dłoń blondyna pomachała mi przed twarzą. Po raz
kolejny podskoczyłam, tym razem dodatkowo uderzyłam głową w ścianę – ty mnie
słuchasz w ogóle?! – zapytał zdenerwowany.
-Nie – odparłam prosto z mostu, łapiąc się za bolącą
część głowy i zamykając oczy, by ulżyć sobie w cierpieniu. Zamiast tego wybuch
śmiechu Davida pozwolił mi na chwilę zapomnieć o bólu. Szybko uniosłam powieki
do góry, patrząc na niego pytająco.
-ty jesteś naprawdę… - przerwał, poszukując zapewne
odpowiedniego słowa – Prosta – dodał z dumą.
-chyba szczera – odparłam nieco opryskliwie. On pokiwał
głową, zgadzając się.
-to też – odparł on. Odniosłam wrażenie, że on po prostu
nie chce się ze mną sprzeczać – kiedyś zrozumiesz – wzruszył ramionami,
odpowiadając na moje pytające spojrzenie – Pytałem cię wcześniej, czy
zamierzasz wystąpić na szkolnych talentach.
-Na czym? – zapytałam głupio – O co ci chodzi ? –
przymrużyłam oczy.
-to ty nic nie wiesz? – odpowiedział mi pytaniem na
pytanie zdumiony blondyn. Zaprzeczyłam głową – w sumie to ty chyba nie miałaś
dzisiaj głowy na patrzenie na tablice ogłoszeń. Z okazji tego święta szkoły, o
którym wszyscy tak trąbią, zorganizowano konkurs… czekaj, jak oni to określili?
– podrapał się po głowie – Wokalno-instrumentalny. Każdy może wziąć w nim
udział.
-Aha – odparłam. W ogóle nie byłam zainteresowana takim
czymś. Chwyciłam swoją gitarę i odłożyłam ją w kąt, gdzie zwykle stałą, a potem
wróciłam na swoje miejsce, siadając tuż obok podnieconego blondyna.
-I co o tym myślisz? – zapytał. Spojrzałam na niego, w
ogóle nie zrozumiałam tego pytania.
-Nic – odparłam, wzruszając ramionami.
-Jak to nic?
-No po prostu nic! Jak jest ten konkurs, to niech sobie
będzie. Mi on nie przeszkadza.
-Nie to miałem na myśli – odpowiedział zmęczony naszym
niezrozumieniem blondyn – chciałem wiedzieć, czy weźmiesz w nim udział.
Odwróciłam się do niego, a widząc, że wcale nie żartuje,
wybuchnęłam głośnym śmiechem. On wcale nie podzielał mojego poczucia humoru,
wręcz przeciwnie, chyba zastanawiał się, dlaczego się śmieję.
-Nigdy - powiedziałam twardo, gdy już się uspokoiłam. On
tylko jęknął cicho.
-Dziewczyno, ty masz talent! – krzyknął Desrosiers jakby
nie rozumiał mojej decyzji – Dlaczego nie chcesz się nim dzielić?
-Nie twoja sprawa – prychnęłam – ty w ogóle nie
powinieneś słyszeć mojej gry! Kto ci pozwolił tutaj wejść?
-twoja mama – wyszczerzył się blondyn – Uznała,, że już znam drogę do twojego pokoju na tyle
dobrze, że nie musi mnie odprowadzać.
Ale to tak swoją drogą. Nie rozumiem ciebie. Masz niesamowitą barwę głosu.
Gdybyś zgodziła się wystąpić, miałabyś wygraną w kieszeni.
-Ale nie wystąpię – odparłam sucho, gapiąc się na półkę
ze swoimi płytami.
-Ale dlaczego? – gnębił dalej ten temat blondyn, powoli jego
ciekawość zaczynała doprowadzać mnie do szału.
-Bo chcę ci zrobić na złość – warknęłam. Co gorsza on w
ogóle się tym nie przejął, tylko zachichotał cicho.
-Wiec jeśli powiem, że nie chcę, abyś wystąpiła, to
wystąpisz? – zapytał z udawaną nadzieją, chociaż już znał odpowiedź. Prychnęłam
cicho, wstając i ruszając w stronę biurka. Chyba chciałam uniknąć jego wzroku,
chociaż wiedziałam, ze on nie ma szans, by mnie pokonać w słownej potyczce.
Pochyliłam się nad swoją szafką i zaczęłam szperać w poszukiwaniu książki od
matematyki. Blondyn milczał, najwyraźniej myślał nad innym sposobem przekonania
mnie do wzięcia udziału w konkursie.
-Kate, ty masz dużą szansę, żeby to wygrać… - zaczął znowu,
ale szybko mu przerwałam.
-David, nie. Nie rozumiesz? Nie wezmę udziału w tym twoim
głupim konkursie! – warknęłam, rzucając masę książek na biurko, które głośno
zatrzeszczało. Desrosiers podskoczył ze strachu, ale gdy spojrzałam na niego
znacząco, odważnie usiadł przy biurku. Podczas naszej nauki jeszcze
kilkakrotnie dyskretnie zmieniał temat na ten konkurs. W końcu dał sobie
spokój, chyba zauważył, ze za chwilę wybuchnę, jeśli on jeszcze raz wspomni o
tym. Jeszcze kiedy wychodził, napomknął o konkursie, prosząc mnie, żebym to
przemyślała.
I właściwie ten konkurs nie mógł wylecieć mi z głowy
przez całą noc. Nie miałam pojęcia, dlaczego to tak bardzo głęboko się we mnie
zagnieździło, w końcu byłam pewna, że nie wezmę w nim udziału. Nigdy nie
nadawałam się do występów publicznych. Nie lubiłam stać na scenie a tym
bardziej śpiewać na niej i na oczach całej szkoły. Nigdy nie odważyłabym się na
taki krok.
A jednak, gdy tylko rano dotarłam do szkoły, od razu
popędziłam ku tablicy ogłoszeń, przy której zgromadziła się już spora grupa.
Jakoś dopchałam się do plakatu i szybko przeczytałam regulamin. Zatrzymałam się
przy punkcie, który mówił o0 tym, że można korzystać ze wsparcia osób z
zewnątrz. Ze zmarszczonym czołem wyślizgnęłam się z wrzeszczącego tłumu.
Ruszyłam w stronę klasy zamyślona, nie miałam pojęcia, dlaczego ta sprawa tak
bardzo mnie interesuje. Zaczęłam wmawiać sobie, że przecież ja tylko przez
przypadek przechodziłam obok i kątem oka zerknęłam na tę tablicę.
-Kate – usłyszałam za swoimi plecami pisk. Zatrzymałam
się zaskoczona, ale nie zdążyłam się odwrócić, boi ktoś skoczył mi na plecy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz