D

D

wtorek, 18 lutego 2014

PART X

-Co zrobiłeś?! – zapytał niedowierzająco blondyn, łapiąc się za głowę – te plotki to prawda?
Pierre spuścił nisko głowę, przegryzając dolną wargę. Najwyraźniej przyjaciołom wciąż jeszcze nie powiedział o tym, co się wczoraj wydarzyło. Twardo się w niego wpatrywałam. Brunet chyba nie wiedział, co powiedzieć. Za to chłopaki już znali odpowiedzi na te pytania.
-Ciebie od reszty pogrzało?! – pytał załamany Chuck – Pierre, co ci strzeliło do głowy?!
-To nie tak miało wyglądać – Bouvier schował twarz w dłoniach, wyraźnie zmieszany. Wszyscy się w niego wpatrywaliśmy, żądając wyjaśnień. Za chwilę brunet się wyprostował i spojrzał na nas przepraszająco – Chciałem tylko jakoś pomóc Davidowi.
-W jaki sposób? – warknęłam – Całując się ze mną?
-Wiecie co może zniszczyć plotkę? – spojrzeliśmy na niego pytająco, całkiem zaskoczeni tak niespodziewanym pytaniem. On szeroko się wyszczerzył – Jeszcze silniejsza plotka.
Nasze oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Mimo że nie miałam ochoty tego robić, w duchu musiałam przyznać mu rację. Tylko wciąż nie miałam pojęcia, jaki to ma związek ze mną i z tym, co wydarzyło się wczoraj.
-To proste – brunet wzruszył ramionami – Pocałowałem Kate z nadzieja, że ktoś ten pocałunek zobaczy i roześle plotkę, że jesteśmy razem. Wtedy Dave bez problemu by się pogodził z dziewczyną. Ale chyba trochę się pomyliłem w ocenie sytuacji – wydukał zaróżowiony brunet, wlepiając wzrok w podłogę. 
-trochę?! – warknęłam – Trochę?! Człowieku, ty zrujnowałeś mi życie! Teraz wszyscy myślą, że ja jestem podłą suką i obracam wokół palca dwóch najlepszych kumpli! A moja przyjaciółka ma ochotę mnie zastrzelić, bo całowałam się z chłopakiem jej marzeń! –  warknęła, jakimś cudem opanowując swoje emocje.
-Z chłopakiem marzeń?- Pierre znacząco uniósł brwi do góry. Zacisnęłam pięści, siłą powstrzymując się, by go naprawdę nie uderzyć.
-Tak! – wrzasnęłam – Tak, z tobą! Przez to wszystko ona myśli, że zrobiłam jej na złość i że teraz naprawdę jesteśmy razem! W ogóle się do mnie nie odzywa, nawet nie chce na mnie patrzeć! Nie wiem, jak ty to zrobisz, ale dla swojego własnego dobra lepiej wyprostuj te plotki!
-Okej – wymamrotał zamyślony brunet – Zrobię, co w mojej mocy – wyraźnie widziałam poczucie winy na jego twarzy, ale mnie nie obchodziło to, że on żałował. W myślach tylko jedno mi się kręciło: żeby to wszystko jakoś się ułożyło, a ten koszmar szybko się skończył. Nie obchodziły mnie jego uczucia. Z zadowoleniem pokiwałam głową.
-A skoro już tak sobie szczerze rozmawiamy… - obróciłam się na pięcie do Davida – Ja mam nadzieję, że ty w domu ćwiczysz matmę – zapytałam blondyna, chociaż spodziewałam się negatywnej odpowiedzi.
-Eee… - Desrosiers zawahał się, zerkając na swoich kumpli – Jakoś ostatnimi czasy nie miałem do tego głowy – wymamrotał prawie niedosłyszalnie. Westchnęłam cicho.
-Więc lepiej zabierz się do roboty, bo nie zamierzam za ciebie oberwać! – warknęłam, obracając się na pięcie. Dopiero wtedy zauważyłem, że korytarze są puste, co oznaczało, że dzwonek już dawno musiał zadzwonić. Uderzyłam się w czoło. No tak, teraz jeszcze spóźnienia mi brakowało. I tego, by cała klasa zobaczyła, jak wpadam do środka z moimi „przyjaciółmi”. Jęknęłam, przeczuwając, że jednak to wszystko szybko się nie skończy. Przeklęłam siebie w duchu. Czy ja musiałam wsiąść na deskę tego Desrosiersa?
***
Do końca lekcji właściwie nic się nie zmieniało oprócz tego  ze coraz więcej ludzi zaczęło nazywać mnie obraźliwe. Przez cały czas to ignorowałam z nadzieją, że brunet niedługo zacznie działać. Tymczasem jemu chyba się nie śpieszyło. Nie widziałam żadnych śladów, które wskazywałyby na to, że zaczął robić coś w tym kierunku. Gdybym nie miała dość tej szkoły, to na pewno bym go znalazła i wysuszyłabym mu głowę. Ale już byłam tym wszystkim tak bardzo zmęczona, ze gdy tylko usłyszałam dzwonek, kończący zajęcia, rzuciłam się w stronę domu.
Tam oczywiście udawałam, że wszystko jest w porządku. Grzecznie zjadłam obiad i schowałam się w swoim pokoju. Chwyciłam książkę od geografii i próbowałam zrozumieć coś ze słów, które przelatywały mi przed oczami. Ale niestety nie potrafiłam skupić się na nauce, przez cały czas myślałam o słowach Pierre’a. Po upływie połowy godziny uznałam, że to udawanie nie ma sensu i porzuciłam podręcznik. Zaczęłam intensywnie myśleć nad innym zajęciem, które zajęłoby mi myśli. W oczy rzuciła mi się gitara. Z powodu lepszego pomysłu chwyciłam ją, chociaż z pewnym wahaniem. Nie grałam na gitarze już od bardzo dawna, co martwiło mojego tatę.
Nawet nie zauważyłam, kiedy ten czas minął, nie usłyszałam cichego skrzypnięcia drzwi, gdy on wchodził, więc nie miałam pojęcia, jak długo siedział, wsłuchując się w moją grę. Dopiero gdy się odezwał, ja podskoczyłam przestraszona i zrozumiałam, że nie jestem sama. On podsumował to śmiechem.
-Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć.
-Okej, okej – odparłam, chwytając się za serce. Powoli moja twarz zaczynała nabierać buraczkowego koloru przez wstyd. Wlepiłam wzrok w moją gitarę. On na pewno słyszał jak gram. A nie powinien. Nikt nie powinien tego słyszeć.
-HEEEJ! – Dłoń blondyna pomachała mi przed twarzą. Po raz kolejny podskoczyłam, tym razem dodatkowo uderzyłam głową w ścianę – ty mnie słuchasz w ogóle?! – zapytał zdenerwowany.
-Nie – odparłam prosto z mostu, łapiąc się za bolącą część głowy i zamykając oczy, by ulżyć sobie w cierpieniu. Zamiast tego wybuch śmiechu Davida pozwolił mi na chwilę zapomnieć o bólu. Szybko uniosłam powieki do góry, patrząc na niego pytająco.
-ty jesteś naprawdę… - przerwał, poszukując zapewne odpowiedniego słowa – Prosta – dodał z dumą.
-chyba szczera – odparłam nieco opryskliwie. On pokiwał głową, zgadzając się.
-to też – odparł on. Odniosłam wrażenie, że on po prostu nie chce się ze mną sprzeczać – kiedyś zrozumiesz – wzruszył ramionami, odpowiadając na moje pytające spojrzenie – Pytałem cię wcześniej, czy zamierzasz wystąpić na szkolnych talentach.
-Na czym? – zapytałam głupio – O co ci chodzi ? – przymrużyłam oczy.
-to ty nic nie wiesz? – odpowiedział mi pytaniem na pytanie zdumiony blondyn. Zaprzeczyłam głową – w sumie to ty chyba nie miałaś dzisiaj głowy na patrzenie na tablice ogłoszeń. Z okazji tego święta szkoły, o którym wszyscy tak trąbią, zorganizowano konkurs… czekaj, jak oni to określili? – podrapał się po głowie – Wokalno-instrumentalny. Każdy może wziąć w nim udział.
-Aha – odparłam. W ogóle nie byłam zainteresowana takim czymś. Chwyciłam swoją gitarę i odłożyłam ją w kąt, gdzie zwykle stałą, a potem wróciłam na swoje miejsce, siadając tuż obok podnieconego blondyna.
-I co o tym myślisz? – zapytał. Spojrzałam na niego, w ogóle nie zrozumiałam tego pytania.
-Nic – odparłam, wzruszając ramionami.
-Jak to nic?
-No po prostu nic! Jak jest ten konkurs, to niech sobie będzie. Mi on nie przeszkadza.
-Nie to miałem na myśli – odpowiedział zmęczony naszym niezrozumieniem blondyn – chciałem wiedzieć, czy weźmiesz w nim udział.
Odwróciłam się do niego, a widząc, że wcale nie żartuje, wybuchnęłam głośnym śmiechem. On wcale nie podzielał mojego poczucia humoru, wręcz przeciwnie, chyba zastanawiał się, dlaczego się śmieję.
-Nigdy - powiedziałam twardo, gdy już się uspokoiłam. On tylko jęknął cicho.
-Dziewczyno, ty masz talent! – krzyknął Desrosiers jakby nie rozumiał mojej decyzji – Dlaczego nie chcesz się nim  dzielić?
-Nie twoja sprawa – prychnęłam – ty w ogóle nie powinieneś słyszeć mojej gry! Kto ci pozwolił tutaj wejść?
-twoja mama – wyszczerzył się blondyn – Uznała,,  że już znam drogę do twojego pokoju na tyle dobrze, że  nie musi mnie odprowadzać. Ale to tak swoją drogą. Nie rozumiem ciebie. Masz niesamowitą barwę głosu. Gdybyś zgodziła się wystąpić, miałabyś wygraną w kieszeni.
-Ale nie wystąpię – odparłam sucho, gapiąc się na półkę ze swoimi płytami.
-Ale dlaczego? – gnębił dalej ten temat blondyn, powoli jego ciekawość zaczynała doprowadzać mnie do szału.
-Bo chcę ci zrobić na złość – warknęłam. Co gorsza on w ogóle się tym nie przejął, tylko zachichotał cicho.
-Wiec jeśli powiem, że nie chcę, abyś wystąpiła, to wystąpisz? – zapytał z udawaną nadzieją, chociaż już znał odpowiedź. Prychnęłam cicho, wstając i ruszając w stronę biurka. Chyba chciałam uniknąć jego wzroku, chociaż wiedziałam, ze on nie ma szans, by mnie pokonać w słownej potyczce. Pochyliłam się nad swoją szafką i zaczęłam szperać w poszukiwaniu książki od matematyki. Blondyn milczał, najwyraźniej myślał nad innym sposobem przekonania mnie do wzięcia udziału w konkursie.
-Kate, ty masz dużą szansę, żeby to wygrać… - zaczął znowu, ale szybko mu przerwałam.
-David, nie. Nie rozumiesz? Nie wezmę udziału w tym twoim głupim konkursie! – warknęłam, rzucając masę książek na biurko, które głośno zatrzeszczało. Desrosiers podskoczył ze strachu, ale gdy spojrzałam na niego znacząco, odważnie usiadł przy biurku. Podczas naszej nauki jeszcze kilkakrotnie dyskretnie zmieniał temat na ten konkurs. W końcu dał sobie spokój, chyba zauważył, ze za chwilę wybuchnę, jeśli on jeszcze raz wspomni o tym. Jeszcze kiedy wychodził, napomknął o konkursie, prosząc mnie, żebym to przemyślała.
I właściwie ten konkurs nie mógł wylecieć mi z głowy przez całą noc. Nie miałam pojęcia, dlaczego to tak bardzo głęboko się we mnie zagnieździło, w końcu byłam pewna, że nie wezmę w nim udziału. Nigdy nie nadawałam się do występów publicznych. Nie lubiłam stać na scenie a tym bardziej śpiewać na niej i na oczach całej szkoły. Nigdy nie odważyłabym się na taki krok.
A jednak, gdy tylko rano dotarłam do szkoły, od razu popędziłam ku tablicy ogłoszeń, przy której zgromadziła się już spora grupa. Jakoś dopchałam się do plakatu i szybko przeczytałam regulamin. Zatrzymałam się przy punkcie, który mówił o0 tym, że można korzystać ze wsparcia osób z zewnątrz. Ze zmarszczonym czołem wyślizgnęłam się z wrzeszczącego tłumu. Ruszyłam w stronę klasy zamyślona, nie miałam pojęcia, dlaczego ta sprawa tak bardzo mnie interesuje. Zaczęłam wmawiać sobie, że przecież ja tylko przez przypadek przechodziłam obok i kątem oka zerknęłam na tę tablicę.
-Kate – usłyszałam za swoimi plecami pisk. Zatrzymałam się zaskoczona, ale nie zdążyłam się odwrócić, boi ktoś skoczył mi na plecy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz