D

D

środa, 5 marca 2014

PART XI

-Kate – usłyszałam za swoimi plecami pisk. Zatrzymałam się zaskoczona, ale nie zdążyłam się odwrócić, boi ktoś skoczył mi na plecy. Jęknęłam, przeczuwając, że za chwilę z mojego kręgosłupa nie pozostanie nic – Dziękuję! Dziękuję! – wrzeszczała dalej. Dosłownie w ostatniej chwili powstrzymałam się przed zatkaniem uszu.
-Za co? – odparłam zdumiona. Nadal do mnie nie docierało to, co się właściwie wydarzyło. Ona ściskała moją dłoń, omal nie powodując mojej śmierci.
-Umówił się ze mną! – krzyknęła tak głośno, ze ludzie stojący w pobliżu podejrzliwie nam się przyglądali. Ona tego nie zauważyła – Powiedział mi, że te plotki o tobie i o nim to nieprawda i  że zależy mu na tym, żeby ze mną się spotkać! Poprosił mnie o numer telefonu, rozumiesz?! – dziewczyna kilka razy podskoczyła z radością – To wszystko dzięki tobie! – ponownie mocno mnie uściskała – Powiedział, że to ty mu tyle o mnie opowiedziałaś! Dziękuję!
-Nie ma za co – odparłam, czując pustkę, przytulając ją i zastanawiając się nad jej słowami. Dopiero po ułamku sekundy uśmiechnęłam się. Zrozumiałam. To był plan bruneta. Przedstawił mnie w jak najlepszym świetle, byle tylko Amy uwierzyła w to, że między nami nic nie było. Zaczął naprawiać swoje błędy, co przyniosło mi ulgę. No i mojej przyjaciółce także. Tylko skąd on wiedział, że Amy tylko w taki sposób mi wybaczy? Zgadywał?
Nie miało to dla mnie znaczenia. Najważniejsze było to, ż e wciąż byłyśmy przyjaciółkami. Nadal przyzywano mnie na korytarzach, ale teraz, kiedy miałam Amy po swojej stronie, nie zważałam już na to tak jak przedtem. Dziewczyna w kółko trajkotała o Bouvierze i o tym, jaki  jest fantastyczny. Kiedyś miałam ochotę ją za to zabić, teraz mi to nie przeszkadzało. Nawet przyszło mi do głowy, że powinnam mu podziękować za to, że tak zmienił do mnie nastawienie mojej przyjaciółki. Westchnęłam cicho, obiecując sobie, że na następnej przerwie polecę do niego i podziękuję.
I tak tez zrobiłam. Po matematyce śledziłam Desrosiersa i Lefebvre , którzy zaprowadzili mnie do Pierre’a. Wiedziałam, ze przy chłopakach mogłam się czuć swobodnie, dlatego nie czekałam, aż jego kumple się rozejdą, co na pewno szybko by się nie wydarzyło.
-Dzięki, Pierre – uśmiechnęłam się do bruneta, który aż podskoczył, słysząc mój głos. Zachichotałam.
-Wiesz, że jak umrę na zawał, to pogrzebiesz nadzieje naszej szkoły na zdobycie międzyszkolnego pucharu w hokeju? - zagrzmiał chłopak, udając zdenerwowanego – Jestem głównym rozgrywającym! – przejechał dłonią po swojej czuprynie z niemałą dumą. Wraz z chłopakami wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.  On tylko przewrócił oczami.
-Przepraszam, nie chciałam, żebyś wypadł z pierwszego składu – roześmiałam się – Chyba nadal w nim jesteś, co nie?
-Dopóki mi serce bije, to tak! – odpowiedział, nadal udając obrażonego i masując dłonią swoją pierś.
-dobra, to ja ładnie podziękuję za to, co zrobiłeś i już znikam, żeby przypadkiem nie pozbawić ciebie dyspozycji na mecz – zachichotałam. Już miałam się odwrócić, kiedy on się odezwał:
-Czyli podziałało? – w jego głosie usłyszałam znowu tę dumę.
-Podziałało – przytaknęłam z uśmiechem – Powiedziała, że to moja zasługa, że się z nią umówiłeś.
-Bo twoja! – zgodził się brunet, kiwając głową – Gdybyś nie wrzasnęła, że ona się we mnie zakochała, nigdy nie wpadłbym na to, żeby się z nią umówić.
-Niby tak – wzruszyłam ramionami, nieco zarumieniona – Ale to i tak w większości twoja zasługa, ze nasza przyjaźń przetrwała – uśmiechnęłam się szerzej w podziękowaniu. Pierre otworzył usta jakby chciał cos powiedzieć, ale zawiesił się, patrząc na mnie. Potem wzruszył ramionami jakby wszystko było mu jedno.
-No niech ci będzie – wyszczerzył się jak gwiazda – dzisiaj jestem bohaterem – oznajmił nieskromnie, za co oberwał z łokcia od Seba.
-Czasami popada w samouwielbienie, musimy to kontrolować-  wyjaśnił mi kolega z klasy, a stojący obok Jeff również przywalił biednemu brunetowi w żołądek.
-Jeszcze ja! – podskoczył ochoczo Dave, ze swojej pięści waląc brunetowi prosto w brzuch.
-Dobra, zrozumiałem! – krzyknął Bouvier, zanim Chuck zdążył podejść. Comeau jęknął cicho zniechęcony.
-Znowu nie zdążyłem! – zaczął marudzić, ale nikt go już nie słuchał.
-Widzisz, Kate?! – żalił mi się Pierre – I jak ja mam wystąpić na meczu?! Z takimi siniakami?! Oni się nade mną znęcają! Ja potrzebuję pomocy! – jęczał głośno.
-Jak będziesz dalej ględzisz, to oberwiesz jeszcze raz! – wrzasnął Jeff, a Chuck podskoczył z radością. Na jego nieszczęście brunet, udając przerażonego zamknął buzię i cofnął się o trzy kroki, uderzając plecami o ścianę. Widząc jego zabiedzoną minę, znowu się roześmiałem. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek.
-Idę – pożegnałam się, obracając się na pięcie.
-Nie odchodź, kryształowa damo!  - usłyszałam błagalny głos bruneta. Odwróciłam głowę w jego stronę i wysłałam mu niewinny pocałunek.
-To ci pomoże przetrwać – zachichotałam, chociaż starałam się zachować powagę. Słyszałam jeszcze jego krzyk, ale już nie zareagowałam, domyślając się, że on najprawdopodobniej sobie żartuje. Tymczasem dopiero w klasie dotarło do mnie, że jego głos był poważny. Tylko czego on mógł ode mnie chcieć?
***
-Nawet sobie nie potrafisz wyobrazić, jak mi w tej chwili dobrze – wyszeptałam, przytulając się do Billa. Jego serce biło żwawo, dzięki czemu wiedziałam, że on czuje dokładnie to samo. Byłam w nim cholernie zakochana i nie wyobrażałam sobie życia bez jego objęć. – mam już dość tych wrzasków i oskarżeń – westchnęłam cicho. Miałam ochotę się przed nim wygadać, powiedzieć o Pierre’rze i o wszystkim, co mnie spotkało, ale wiedziałam, że to do niczego dobrego by nie doprowadziło. A pomimo wszystkich przykrości, które sprawili mi nieświadomie chłopaki, nie mogłam pozwolić na to, by którykolwiek z nich oberwał od mojego Billa. A wiedziałam, że mogłoby do tego dojść, gdyby on poznał prawdę.
-Na pewno jest tobie dobrze? – zapytał mój chłopak, w jego głosie usłyszałam nutkę wątpliwości.
-Na pewno – odparłam ciepło, uśmiechając się. On jednak mi nie uwierzył, wyczytałam to z jego oczu – Coś się stało? – zapytałam unosząc brwi do góry.
-To ja powinienem ciebie o to zapytać – on wlepił wzrok w trawę – Mam wrażenie, że coś ciebie gnębi.
Przegryzłam dolną wargę i spuściłam głowę. Starałam się nie myśleć o Pierre’rze i o tym, że okłamuję najdroższą mi osobę.
-Po prostu… W szkole ogłoszono taki konkurs – wymyśliłam na poczekaniu, zgrabnie omijając temat bruneta w taki sposób, że nie okłamuję Billa – I ktoś mi powiedział, że… miałabym szansę to wygrać – wymamrotała, rumieniąc się. Nigdy nie lubiłam się chwalić, chociaż mojemu chłopakowi mogłam powiedzieć wszystko.
-I to przez cały czas zajmuje tobie myśli? – roześmiał się mój towarzysz – Więc weź w tym udział i przestań się zadręczać.
-Daj spokój – prychnęłam – Nie wystąpię przed szkołą, choćbyś mnie torturował.
-Dlaczego? – zapytał zaskoczony Bill, wypuszczając mnie ze swoich objęć i wlepiając swój wzrok w moje tęczówki – Przecież potrafisz śpiewać, i to lepiej niż niejeden artysta. Powinnaś spróbować.
-Wiesz, że nigdy się na to nie odważę – westchnęłam – Nie widzę siebie na scenie. Ja nienawidzę zwracać na siebie uwagi – ze smutkiem wlepiałam wzrok w ziemię. On milczał, zapewne zastanawiając się, w jaki sposób mnie przekonać. Takiego sposobu nie było.
-Chcesz wystąpić – wyszeptał. Przez moment nie odzywałam się, zaskoczona jego wypowiedzią. Przytaknęłam. On miał rację, w głębi serca chciałam pochwalić się swoim głosem, bo to sprawiłoby, że ludzie przestaliby na mnie patrzeć wilczym wzrokiem. Z drugiej strony wiedziałam, że ja tego nie wytrzymam psychicznie.
-Tak, ale przecież ty wiesz, że gdybym to zrobiła, wszystko okazałoby się kompletną klapą.
-Nieprawda – upierał się przy swoim mój chłopak – Gdybyś w końcu uwierzyła w siebie, odniosłabyś ogromny sukces. Tylko musiałabyś uświadomić sobie, że to potrafisz. Proszę cię, weź w tym udział – spojrzał na mnie w taki sposób, że nie potrafiłam mu odmówić. Zadrżałam. Nie mogłam tego zrobić. Po prostu nie mogłam, ale jak mu to wytłumaczyć?
Wtedy do głowy wpadł mi pewien pomysł. Spojrzałam na niego, na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. On spojrzał na mnie, wyraźnie przestraszony, chyba już wiedział, że wpadłam na coś.
-Okej, wystąpię – zgodziłam się – Ale tylko pod jednym warunkiem – wystawiłam wyprostowany prosty palec przed jego nos.
-Aż się boję pytać, pod jakim – roześmiał się mój chłopak, chociaż w jego głosie wyczułam też sporo nerwów. Jeszcze szerzej się uśmiechnęłam.
-Wystąpisz razem ze mną.
Oczy Billa natychmiast się rozszerzyły, a chłopak wybuchnął głośnym, niepohamowanym śmiechem. Wpatrywałam się w niego z powagą. Bałam się, że mój genialny pomysł nie zdał egzaminu, przynajmniej na to wskazywałaby moja reakcja.
-ty żartowałaś, prawda? – zapytał ze łzami w oczach. Pokręciłam głową, nadal błagalnie na niego patrząc. Ale on zaprzeczył głową – Nie, skarbie. Zrobię dla ciebie wszystko, naprawdę wszystko, ale nie to. Zresztą ja pewnie nawet bym nie mógł…
-Mógłbyś! – przerwałam mu – W regulaminie napisano, że osoby spoza szkoły także mogą wystąpić! No proszę cię! – chwyciłam jego dłoń i zaczęłam delikatnie ją pieścić w nadziei, że jednak zmieni zdanie. I chyba moje błagalne spojrzenie pomogło, bo za chwilę on uległ. Poznałam to po jego charakterystycznym ciężkim westchnięciu.
-Okej… - wymamrotał niepewnie. Słysząc jego słowa, głośno zapiszczałam i rzuciłam się, by go przytulić. Teraz już byłam pewna na sto procent. Mam najcudowniejszego chłopaka pod słońcem. Bo któż inny zgodziłby się na coś takiego?
-Naprawdę?! – zapiszczałam piskliwie, mocno go przytulając – Naprawdę to zrobisz?!- jego mina była tak bardzo zmieszana, że przez moment pomyślałam, że jednak się rozmyślił. Na szczęście on to potwierdził.
-tylko przygotuj piosenkę, bo musze ją przećwiczyć – powiedział słabo, jakby za chwilę miał zemdleć. Jeszcze szerzej się uśmiechnęłam i chyba ten uśmiech trochę go rozpromienił. Niespodziewanie dla mnie porwał mnie w swoją stronę i położył na ziemię, całując gorąco. Jęknęłam z wyraźną przyjemnością, zaplatając dłonie w jego włosy. Uwielbiałam z nim wariować, nawet gdy tłum przygłupich ludzi gapił się na nas. To nas nie obchodziło, dla nas liczyliśmy się tylko my.  Cieszyliśmy się sobą i to w zupełności nam wystarczyło.
-Dziękuję – wyszeptałam, gdy tylko on oderwał usta od moich warg. Uśmiechnął się, a jego uśmiech zrobił się jeszcze cieplejszy niż był zazwyczaj.

-Kocham cię – odpowiedział czule. 

*troszeczkę Was zaniedbałam ostatnio, ale trochę dużo dzieje się w moim życiu. Obiecuję, że na następny part nie będziecie czekać tak długo! :d

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz