-Kate – usłyszałam za swoimi plecami pisk. Zatrzymałam
się zaskoczona, ale nie zdążyłam się odwrócić, boi ktoś skoczył mi na plecy. Jęknęłam,
przeczuwając, że za chwilę z mojego kręgosłupa nie pozostanie nic – Dziękuję!
Dziękuję! – wrzeszczała dalej. Dosłownie w ostatniej chwili powstrzymałam się
przed zatkaniem uszu.
-Za co? – odparłam zdumiona. Nadal do mnie nie docierało
to, co się właściwie wydarzyło. Ona ściskała moją dłoń, omal nie powodując
mojej śmierci.
-Umówił się ze mną! – krzyknęła tak głośno, ze ludzie
stojący w pobliżu podejrzliwie nam się przyglądali. Ona tego nie zauważyła –
Powiedział mi, że te plotki o tobie i o nim to nieprawda i że zależy mu na tym, żeby ze mną się spotkać!
Poprosił mnie o numer telefonu, rozumiesz?! – dziewczyna kilka razy podskoczyła
z radością – To wszystko dzięki tobie! – ponownie mocno mnie uściskała –
Powiedział, że to ty mu tyle o mnie opowiedziałaś! Dziękuję!
-Nie ma za co – odparłam, czując pustkę, przytulając ją i
zastanawiając się nad jej słowami. Dopiero po ułamku sekundy uśmiechnęłam się.
Zrozumiałam. To był plan bruneta. Przedstawił mnie w jak najlepszym świetle,
byle tylko Amy uwierzyła w to, że między nami nic nie było. Zaczął naprawiać
swoje błędy, co przyniosło mi ulgę. No i mojej przyjaciółce także. Tylko skąd
on wiedział, że Amy tylko w taki sposób mi wybaczy? Zgadywał?
Nie miało to dla mnie znaczenia. Najważniejsze było to, ż
e wciąż byłyśmy przyjaciółkami. Nadal przyzywano mnie na korytarzach, ale
teraz, kiedy miałam Amy po swojej stronie, nie zważałam już na to tak jak
przedtem. Dziewczyna w kółko trajkotała o Bouvierze i o tym, jaki jest fantastyczny. Kiedyś miałam ochotę ją za
to zabić, teraz mi to nie przeszkadzało. Nawet przyszło mi do głowy, że
powinnam mu podziękować za to, że tak zmienił do mnie nastawienie mojej
przyjaciółki. Westchnęłam cicho, obiecując sobie, że na następnej przerwie
polecę do niego i podziękuję.
I tak tez zrobiłam. Po matematyce śledziłam Desrosiersa i
Lefebvre , którzy zaprowadzili mnie do Pierre’a. Wiedziałam, ze przy chłopakach
mogłam się czuć swobodnie, dlatego nie czekałam, aż jego kumple się rozejdą, co
na pewno szybko by się nie wydarzyło.
-Dzięki, Pierre – uśmiechnęłam się do bruneta, który aż
podskoczył, słysząc mój głos. Zachichotałam.
-Wiesz, że jak umrę na zawał, to pogrzebiesz nadzieje
naszej szkoły na zdobycie międzyszkolnego pucharu w hokeju? - zagrzmiał
chłopak, udając zdenerwowanego – Jestem głównym rozgrywającym! – przejechał
dłonią po swojej czuprynie z niemałą dumą. Wraz z chłopakami wybuchnęliśmy
głośnym śmiechem. On tylko przewrócił
oczami.
-Przepraszam, nie chciałam, żebyś wypadł z pierwszego
składu – roześmiałam się – Chyba nadal w nim jesteś, co nie?
-Dopóki mi serce bije, to tak! – odpowiedział, nadal
udając obrażonego i masując dłonią swoją pierś.
-dobra, to ja ładnie podziękuję za to, co zrobiłeś i już
znikam, żeby przypadkiem nie pozbawić ciebie dyspozycji na mecz –
zachichotałam. Już miałam się odwrócić, kiedy on się odezwał:
-Czyli podziałało? – w jego głosie usłyszałam znowu tę
dumę.
-Podziałało – przytaknęłam z uśmiechem – Powiedziała, że
to moja zasługa, że się z nią umówiłeś.
-Bo twoja! – zgodził się brunet, kiwając głową – Gdybyś
nie wrzasnęła, że ona się we mnie zakochała, nigdy nie wpadłbym na to, żeby się
z nią umówić.
-Niby tak – wzruszyłam ramionami, nieco zarumieniona –
Ale to i tak w większości twoja zasługa, ze nasza przyjaźń przetrwała –
uśmiechnęłam się szerzej w podziękowaniu. Pierre otworzył usta jakby chciał cos
powiedzieć, ale zawiesił się, patrząc na mnie. Potem wzruszył ramionami jakby
wszystko było mu jedno.
-No niech ci będzie – wyszczerzył się jak gwiazda –
dzisiaj jestem bohaterem – oznajmił nieskromnie, za co oberwał z łokcia od Seba.
-Czasami popada w samouwielbienie, musimy to
kontrolować- wyjaśnił mi kolega z klasy,
a stojący obok Jeff również przywalił biednemu brunetowi w żołądek.
-Jeszcze ja! – podskoczył ochoczo Dave, ze swojej pięści
waląc brunetowi prosto w brzuch.
-Dobra, zrozumiałem! – krzyknął Bouvier, zanim Chuck
zdążył podejść. Comeau jęknął cicho zniechęcony.
-Znowu nie zdążyłem! – zaczął marudzić, ale nikt go już
nie słuchał.
-Widzisz, Kate?! – żalił mi się Pierre – I jak ja mam
wystąpić na meczu?! Z takimi siniakami?! Oni się nade mną znęcają! Ja
potrzebuję pomocy! – jęczał głośno.
-Jak będziesz dalej ględzisz, to oberwiesz jeszcze raz! –
wrzasnął Jeff, a Chuck podskoczył z radością. Na jego nieszczęście brunet,
udając przerażonego zamknął buzię i cofnął się o trzy kroki, uderzając plecami
o ścianę. Widząc jego zabiedzoną minę, znowu się roześmiałem. W tym samym
momencie zadzwonił dzwonek.
-Idę – pożegnałam się, obracając się na pięcie.
-Nie odchodź, kryształowa damo! - usłyszałam błagalny głos bruneta. Odwróciłam
głowę w jego stronę i wysłałam mu niewinny pocałunek.
-To ci pomoże przetrwać – zachichotałam, chociaż starałam
się zachować powagę. Słyszałam jeszcze jego krzyk, ale już nie zareagowałam,
domyślając się, że on najprawdopodobniej sobie żartuje. Tymczasem dopiero w
klasie dotarło do mnie, że jego głos był poważny. Tylko czego on mógł ode mnie
chcieć?
***
-Nawet sobie nie potrafisz wyobrazić, jak mi w tej chwili
dobrze – wyszeptałam, przytulając się do Billa. Jego serce biło żwawo, dzięki
czemu wiedziałam, że on czuje dokładnie to samo. Byłam w nim cholernie
zakochana i nie wyobrażałam sobie życia bez jego objęć. – mam już dość tych
wrzasków i oskarżeń – westchnęłam cicho. Miałam ochotę się przed nim wygadać,
powiedzieć o Pierre’rze i o wszystkim, co mnie spotkało, ale wiedziałam, że to
do niczego dobrego by nie doprowadziło. A pomimo wszystkich przykrości, które
sprawili mi nieświadomie chłopaki, nie mogłam pozwolić na to, by którykolwiek z
nich oberwał od mojego Billa. A wiedziałam, że mogłoby do tego dojść, gdyby on
poznał prawdę.
-Na pewno jest tobie dobrze? – zapytał mój chłopak, w
jego głosie usłyszałam nutkę wątpliwości.
-Na pewno – odparłam ciepło, uśmiechając się. On jednak
mi nie uwierzył, wyczytałam to z jego oczu – Coś się stało? – zapytałam unosząc
brwi do góry.
-To ja powinienem ciebie o to zapytać – on wlepił wzrok w
trawę – Mam wrażenie, że coś ciebie gnębi.
Przegryzłam dolną wargę i spuściłam głowę. Starałam się
nie myśleć o Pierre’rze i o tym, że okłamuję najdroższą mi osobę.
-Po prostu… W szkole ogłoszono taki konkurs – wymyśliłam
na poczekaniu, zgrabnie omijając temat bruneta w taki sposób, że nie okłamuję
Billa – I ktoś mi powiedział, że… miałabym szansę to wygrać – wymamrotała,
rumieniąc się. Nigdy nie lubiłam się chwalić, chociaż mojemu chłopakowi mogłam
powiedzieć wszystko.
-I to przez cały czas zajmuje tobie myśli? – roześmiał
się mój towarzysz – Więc weź w tym udział i przestań się zadręczać.
-Daj spokój – prychnęłam – Nie wystąpię przed szkołą,
choćbyś mnie torturował.
-Dlaczego? – zapytał zaskoczony Bill, wypuszczając mnie
ze swoich objęć i wlepiając swój wzrok w moje tęczówki – Przecież potrafisz
śpiewać, i to lepiej niż niejeden artysta. Powinnaś spróbować.
-Wiesz, że nigdy się na to nie odważę – westchnęłam – Nie
widzę siebie na scenie. Ja nienawidzę zwracać na siebie uwagi – ze smutkiem
wlepiałam wzrok w ziemię. On milczał, zapewne zastanawiając się, w jaki sposób
mnie przekonać. Takiego sposobu nie było.
-Chcesz wystąpić – wyszeptał. Przez moment nie odzywałam
się, zaskoczona jego wypowiedzią. Przytaknęłam. On miał rację, w głębi serca
chciałam pochwalić się swoim głosem, bo to sprawiłoby, że ludzie przestaliby na
mnie patrzeć wilczym wzrokiem. Z drugiej strony wiedziałam, że ja tego nie
wytrzymam psychicznie.
-Tak, ale przecież ty wiesz, że gdybym to zrobiła,
wszystko okazałoby się kompletną klapą.
-Nieprawda – upierał się przy swoim mój chłopak – Gdybyś w
końcu uwierzyła w siebie, odniosłabyś ogromny sukces. Tylko musiałabyś
uświadomić sobie, że to potrafisz. Proszę cię, weź w tym udział – spojrzał na
mnie w taki sposób, że nie potrafiłam mu odmówić. Zadrżałam. Nie mogłam tego
zrobić. Po prostu nie mogłam, ale jak mu to wytłumaczyć?
Wtedy do głowy wpadł mi pewien pomysł. Spojrzałam na
niego, na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. On spojrzał na mnie, wyraźnie
przestraszony, chyba już wiedział, że wpadłam na coś.
-Okej, wystąpię – zgodziłam się – Ale tylko pod jednym
warunkiem – wystawiłam wyprostowany prosty palec przed jego nos.
-Aż się boję pytać, pod jakim – roześmiał się mój
chłopak, chociaż w jego głosie wyczułam też sporo nerwów. Jeszcze szerzej się
uśmiechnęłam.
-Wystąpisz razem ze mną.
Oczy Billa natychmiast się rozszerzyły, a chłopak
wybuchnął głośnym, niepohamowanym śmiechem. Wpatrywałam się w niego z powagą.
Bałam się, że mój genialny pomysł nie zdał egzaminu, przynajmniej na to wskazywałaby
moja reakcja.
-ty żartowałaś, prawda? – zapytał ze łzami w oczach.
Pokręciłam głową, nadal błagalnie na niego patrząc. Ale on zaprzeczył głową –
Nie, skarbie. Zrobię dla ciebie wszystko, naprawdę wszystko, ale nie to. Zresztą
ja pewnie nawet bym nie mógł…
-Mógłbyś! – przerwałam mu – W regulaminie napisano, że
osoby spoza szkoły także mogą wystąpić! No proszę cię! – chwyciłam jego dłoń i
zaczęłam delikatnie ją pieścić w nadziei, że jednak zmieni zdanie. I chyba moje
błagalne spojrzenie pomogło, bo za chwilę on uległ. Poznałam to po jego
charakterystycznym ciężkim westchnięciu.
-Okej… - wymamrotał niepewnie. Słysząc jego słowa, głośno
zapiszczałam i rzuciłam się, by go przytulić. Teraz już byłam pewna na sto
procent. Mam najcudowniejszego chłopaka pod słońcem. Bo któż inny zgodziłby się
na coś takiego?
-Naprawdę?! – zapiszczałam piskliwie, mocno go
przytulając – Naprawdę to zrobisz?!- jego mina była tak bardzo zmieszana, że
przez moment pomyślałam, że jednak się rozmyślił. Na szczęście on to potwierdził.
-tylko przygotuj piosenkę, bo musze ją przećwiczyć –
powiedział słabo, jakby za chwilę miał zemdleć. Jeszcze szerzej się
uśmiechnęłam i chyba ten uśmiech trochę go rozpromienił. Niespodziewanie dla
mnie porwał mnie w swoją stronę i położył na ziemię, całując gorąco. Jęknęłam z
wyraźną przyjemnością, zaplatając dłonie w jego włosy. Uwielbiałam z nim
wariować, nawet gdy tłum przygłupich ludzi gapił się na nas. To nas nie
obchodziło, dla nas liczyliśmy się tylko my.
Cieszyliśmy się sobą i to w zupełności nam wystarczyło.
-Dziękuję – wyszeptałam, gdy tylko on oderwał usta od
moich warg. Uśmiechnął się, a jego uśmiech zrobił się jeszcze cieplejszy niż
był zazwyczaj.
-Kocham cię – odpowiedział czule.
*troszeczkę Was zaniedbałam ostatnio, ale trochę dużo dzieje się w moim życiu. Obiecuję, że na następny part nie będziecie czekać tak długo! :d
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz