D

D

czwartek, 13 marca 2014

PART XII

Po raz setny grałam na gitarze tę samą piosenkę, piosenkę, którą mieliśmy zaśpiewać z Billem podczas naszego występu. Już dwa razy zdążyliśmy to razem zagrać, brzmiało idealnie. Nigdy nie podejrzewałabym, że mój chłopak ma taką niesamowitą barwę. I że nasze głosy tak dobrze się dogadywały. Mimo wszystko dalej się tego bałam, wciąż obawiałam się, ze pomylę akordy albo zrobię cos głupiego.
-Tę piosenkę zagrasz na konkursie? – zapytał cicho blondyn znad podręczników od matmy. Ciągle zapominałam o jego obecności w pokoju. Zadrżałem.
-Rozwiązałeś już? – warknęłam, szybko zmieniając temat. David, bardzo z siebie dumny, pokiwał głową i podał mi kartkę z przykładem. Ostrożnie odłożyłam gitarę na łóżko i wzrokiem przeleciałam po przykładzie. otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Cały przykład zrobił dobrze. Kolejny.
-Okej – odparłam nieswojo – Chyba to już umiesz – westchnęłam chwytając podręcznik – Ale jeszcze jedno zadanie nie zaszkodzi.
-Kate! – jęknął chłopak – Od trzech godzin robię to samo! To już jest nudne! – marudził. Westchnęłam ciężko, patrząc na kolejna stronę. Zaczynał się już nowy rozdział. Podrapałam się po głowie.
-Mogę ci zaufać, skoro mówisz, że to rozumiesz? – zapytałam niepewnie. Blondyn podskoczył z radością.
-No jasne – odpowiedział, kołysząc się na moim krześle i czekając na moje kolejne polecenie. Przegryzłam dolną wargę  i wzruszyłam ramionami.
-To możesz już iść – powiedziałam łaskawie. Blondyn otworzył szeroko oczy ze zdumienia – No co? – zapytałam – Skończył się nam rozdział. Nowego dzisiaj nie zaczniemy, bo to bez sensu. Jesteś wolny – po raz kolejny wzruszyłam ramionami. On jednak nadal się nie poruszył, tylko gapił się na mnie jak na ducha – aha, czyli chcesz jeszcze kilka zadań. Nie ma problemu – chwyciłam podręcznik, ale zanim jeszcze zdążyłam go otworzyć, Desrosiers jęknął głośno, skacząc w pobliże mojej osoby i zabierając mi książkę. Roześmiałam się.
-Leć już, to może jeszcze zdążysz na wieczorynkę! – zachichotałam. Dave złapał się za boki z kpiącym uśmieszkiem na ustach.
-A to dlatego ty tak bardzo chcesz mnie wygonić! ty też chcesz obejrzeć! – wystawił mi język. Przymrużyłam oczy.
-O niczym innym nie marzę – prychnęłam – chcesz pomóc włączyć mi telewizor? Bo chyba sobie sama z tym nie poradzę. Aha – strzeliłam palcami – No i jeśli chcesz tu zostać, musisz zrobić mi masaż stóp!
-Dawaj te giry! – uśmiechnął się blondyn, schylając się po moje stopy.
-Hej! – wrzasnęłam przestraszona, podskakując – Ja żartowałam! Moje stopy są zbyt cenne, żebyś ich dotykał.
-A już miałem nadzieję, że dostąpię tego zaszczytu – posmutniał Desrosiers. Spojrzeliśmy na siebie i w tym samym momencie wybuchnęliśmy śmiechem jak starzy i dobrzy kumple.
-to powiesz mi, jaki tytuł ma ta piosenka? – zapytał blondyn, opierając nogi o biurko. Wyraźnie czuł się jak u siebie w domu. Tym razem to nie przeszkadzało, chociaż zazwyczaj za takie zachowanie miałam ochotę wyrzucić go z domu. Blondyn zawsze potrafił jakoś sprytnie mnie zagadać.
-„Full moon sways”* – odparłam zarumieniona, wlepiając wzrok w podłogę. Kątem oka zauważyłam zamyśloną twarz Desrosiersa. Domyślałam się, że on nawet nie słyszał o takim tytule. Uśmiechnęłam się. Właśnie o to mi chodziło. Chciałam zaśpiewać piosenkę, której nikt nie zna, a którą pokochaliby wszyscy.
-Nie znam – odparł zgodnie z moimi domysłami chłopak.
-O to chodzi – odparłam.
-Wiem! – podskoczył z entuzjazmem David – Zrobimy próbę generalną! Graj!
-Chyba zwariowałeś!  -wrzasnęłam przerażona, strasząc także blondyna, który cofając się, potknął się  niechcący o dywan i upadł. Nie zwróciłam na to uwagi – Usłyszysz to dopiero wtedy, gdy wszyscy to usłyszą. Nie mogę dopuścić do tego, żebyś poznał to szybciej niż inni – prychnęłam.
-No przestań! – prychnął blondyn, wiedziałam, że już mu nie przemówię do rozsądku – Trzeba ćwiczyć jak najwięcej.
-Ja już umiem to grać – dodałam szybko, ale to go chyba nie przekonało.
-Z gitarą jest jak z matematyką – wytłumaczył mi cierpliwie – Im więcej ćwiczysz, tym mniej błędów robisz. No i oczywiście tym lepiej grasz – uśmiechnął się – No dawaj! – zachęcił mnie.
-Nie! – warknęłam – jesteś ostatnią osobą dla której zagrałabym tę piosenkę.
- Ty się mnie wstydzisz! – roześmiał się blondyn, siadając na krześle, na którym siedział jeszcze kilka minut temu – Ty naprawdę się mnie wstydzisz! – roześmiał się. Ze złością na niego spojrzałam.
-Nieprawda! – wrzasnęłam wzburzona.
-to niby dlaczego jesteś cała czerwona?!
Przez moment na niego patrzyłam, a potem rzuciłam się w stronę półki, na której stało niewielkie lusterko. Rzeczywiście moja twarz nabrała różowego koloru.
-Ale się gorąco zrobiło!  -westchnęłam ciężko, ocierając pot z czoła, a raczej udając, że ocieram, bo cała ta scena to było przedstawienie. Na moje nieszczęście on się na tym poznał.
-Jeśli chcesz, to możesz się rozebrać – zachichotał – Mi to nie będzie przeszkadzać.
-Obejdzie się – burknęłam pod nosem, jednak uśmiechnęłam się lekko. Wróciłam na łóżko i ukradkiem zerknęłam na gitarę, co nie uszło uwadze Desrosiersa.
-No dawaj! – próbował dalej mnie zachęcić. Nie miałam zielonego pojęcia, jaki miał w tym cel. Uparcie pokręciłam głową. Nie mogłam tego zrobić, po prostu nie mogłam – Katy, stres naprawdę jest do pokonania! – spojrzałam w jego piwne oczyska i właśnie w nich zobaczyłam pewność. Uwierzyłam mu. Tylko że ja nie potrafiłam z tym walczyć.
-Zacznij małymi krokami – pouczał mnie uśmiechnięty blondyn – Słuchaj, musisz tylko wziąć tę gitarę i zagrać początek. Reszta już sama poleci.
-Ale ja nie potrafię! – wrzasnęłam zdenerwowana, nie tyle zachowaniem kolegi, co swoim. Nie umiałam się przemóc i to mnie wkurzało.
-Ty zawsze reagujesz wrzaskiem, jak coś cię wkurza – zachichotał David, ale zaraz spoważniał – To jak ty zamierzasz wystąpić przed całą szkołą?
-Wtedy nie będę sama! – odparłam z dumą.
-Nie? – zapytał zaskoczony Dave – to kto z tobą będzie? – jego ciekawość nie znała granic. Przegryzłem dolną wargę, zastanawiając się, czy dobrze zrobię, jeśli powiem mu o swoim chłopaku. Właściwie to co mi szkodziło.
-Mój chłopak – uśmiechnęłam się. Przez ułamek sekundy przed oczami stanął mi obraz Billa i jego szeroki uśmiech. Po raz kolejny do głowy przeszła mi ta myśl, że bardziej wspaniałego chłopaka nie odnalazłabym nigdy.
-aha – blondyn pokiwał ze zrozumieniem głową – Ale to wcale nie znaczy, że możesz zwalać na niego całą odpowiedzialność stresowej, bo on pewnie też będzie zdenerwowany. Dlatego musisz teraz dla mnie zagrać – paplał ciągle Dave – Inaczej nie dam ci spokoju. Uwierz mi, mogę nadawać tak w nieskończoność. Raz chłopaki zamknęli mnie w kiblu, bo za dużo gadałem. Mieli niezły ubaw, dopóki Chuckowi nie zachciało się do toalety…
-Dobra, zagram ci to – przerwałam mu, nie zważając na jego opowieść. Blondyn tylko szerzej się uśmiechnął, patrząc jak chwytam gitarę. Ręce mi drżały, ale wmawiałam sobie, że to nie stres, że przecież ja się nie denerwuję przed tym idiotą Desrosiersem. Jeszcze przed kimś, na kim opinii mi zależy, to okej, ale przed nim? Przed osobą, której zdanie nie jest nic wart?
Co gorsza to wcale nie pomagało. Gdy tylko na niego spojrzałam, nerwy mi przeszkadzały w uchwyceniu gitary i rozpoczęciu gry. Ciągle się wierciłam, co chyba doprowadziło do szału chłopaka.
-No zacznij w końcu grać! – wrzasnął oburzony chłopak – Bo za chwilę pomyślę, że ty nie umiesz tego zagrać!
-Umiem! – warknęłam – Potrzebuję czasu!
-Ciekawe, jak będzie reakcja szkoły, jak będziesz się tak ociągać – blondyn chyba specjalnie wydukał tę złotą myśl, żeby mnie wkurzyć. I zadziałało. Byłam tak bardzo zdenerwowana, że omal nie zniszczyłam akustyka. Zamiast tego od razu zaczęłam grać, chyba po to, żeby rozładować złość. David miał rację, to zniknęło. Pozostało tylko skupienie i muzyka.
Blondyn przez cały czas z uwagą wsłuchiwał się w dźwięki wytwarzane przez moją gitarę. Nie miałam pojęcia, dlaczego lekko się uśmiechał. Kiedy skończyłam grać, nie bez strachu na niego spojrzałam, chociaż ciągle próbowałam siebie przekonać, że jego zdanie w ogóle mnie nie interesuje. Desrosiers zamyślony przegryzł dolną wargę.
-Czegoś tak okropnego jeszcze nie słyszałem – westchnął ciężko. Momentalnie zrobiłam się czerwona na twarzy i już otworzyłam usta, żeby coś mu odpowiedzieć, ale wtedy Dave wybuchnął głośnym śmiechem – Twoja mina jest bezcenna! No przecież ja żartowałem! – poklepał mnie po ramieniu jak rasowego kumpla. Wciąż byłam wstrząśnięta jego reakcją. Nadal nie zamykałam ust – Grasz naprawdę nieźle. Może Slashem to ty nie jesteś i prędko nim nie zostaniesz, no ale przecież nie o to chodzi, prawda? – puścił mi oczko, co zdumiało mnie jeszcze bardziej – trochę się gubisz w rytmie, musisz w myślach sobie liczyć, ale jak trochę potrenujesz, to na konkursie zniszczysz wszystkich  - uśmiechnął się jeszcze szerzej. Otworzyłam buzię.
-A ty kim jesteś, znawcą jakimś? – prychnęłam z pogardą, chociaż w myślach sobie powtórzyłam jego porady, żeby je zapamiętać. On wpatrywał się we mnie swoimi wesołymi oczami, a potem powoli wyciągnął dłonie w stronę mojej gitary. Objęłam ją, patrząc na niego nieufnie. Nikomu nie dawałam do rąk mojej gitary, nawet mój ojciec wiedział, że nie może z niej korzystać.
-Przecież nie zrobię jej krzywdy – próbował mnie przekonać. Westchnęłam cicho i spojrzałam na instrument. Głos Davida wydawał mi się pewny, ale i tak mu nie ufałam – Spokojnie, uwierz mi, ja wiem, czym może być gitara dla człowieka – spojrzałam w jego piwne oczy i ujrzałam prawdę. Nadal z niewielkim wahaniem wyciągnęłam gitarę w jego stronę. Przez ułamek sekundy jeszcze ją trzymałam, zastanawiając się, czy dobrze ronię. Uznałam jednak, że on na to zasługuje, chociaż nie miałam pojęcia, za co.
-Cudo – wyszeptał Desrosiers, dotykając strun palcami. Wydawał mi się naprawdę onieśmielony tym, że w ogóle trzyma tę gitarę w dłoniach. Dopiero po chwili zaczął grać. Miałam wrażenie, że on zapomniał o mojej obecności, tak bardzo wczuwał się w muzykę. A ja nie wiedziałam, co on grał. Domyśliłam się, że to musiała być jego jedna z ulubionych piosenek. Zamknęłam oczy. Dźwięki były niesamowite. Mogłabym słuchać ich w nieskończoność i nigdy by mi się nie znudziły. On potrafił. On potrafił grać i to o wiele lepiej niż ja czy Bill.
-Niesamowite – wyszeptałam, gdy on przerwał brzdąkanie. Wyraźnie zaczarowana otworzyłam. Blondyn przez krótki moment patrzył na mnie, a potem ze smutkiem zwiesił głowę i znowu zaczął grać. Moje serce zaczęło szybciej bić. Dave wyraźnie stracił dobry humor, nie wiedziałam, dlaczego, ale zrobiło mi się go szkoda – Coś się stało? – zapytałam delikatnie. On tylko pomachał głową, dalej bawiąc się gitarą.
-Po prostu… Wspomnienia – uśmiechnął się krzywo – Tamta piosenka była dla mojej dziewczyny… - blondyn gwałtownie urwał, a potem szybko się poprawił - … mojej byłej dziewczyny.
Zadrżałam przestraszona. Przez cały czas myślałam, że Davidowi udało się z nią pogodzić, dlatego zaczął z powrotem przychodzić do mnie, żeby ćwiczyć tę matmę. Poczucie winy znowu dawało mi się we znaki. Cała ta afera na nas obu wpłynęła fatalnie. Tyle że ja ucierpiałam tylko na opinii, on utracił coś ważniejszego.
-Przepraszam – wymamrotałam cicho, wlepiając wzrok we własne palce. Katem oka widziałam jego twarz.
-Nie masz za co przepraszać – westchnął blondyn, przerywając grę – To już przeszłość, muszę nauczyć się z tym żyć – dodał słabo. Najwyraźniej mówiło się o tym znacznie łatwiej niż się czuło. Doskonale o tym wiedziałam, chociaż sama nigdy nie byłam w takiej sytuacji.
-Naprawdę masz dobry sprzęt – zmienił szybko temat, zauważywszy zapewne, że oboje czujemy się niezręcznie, rozmawiając o jego byłej dziewczynie. Ze słabym uśmiechem wyciągnął instrument w moją stronę – Nie zmarnuj go.
Chwyciłam ją czując się, jakbym przejmowała już inną gitarę niż oddawałam w jego ręce. To było dziwne, bo ten akustyk wydawał mi się być jeszcze piękniejszy. Chyba dopiero wtedy poczułam magię muzyki. Zrozumiałam, że ją także można odkryć.
-Dobra, będę się zbierał – dodał za chwilę trochę nieswojo Dave, wstając. Otworzyłam usta, chcąc go zatrzymać, ale nie wiedzieć czemu, nie zrobiłam tego. Uznałam, że być może on nie ma już ochoty na moje towarzystwo. Po tym, co powiedziałam, wcale bym się nie zdziwiła. Westchnęłam cicho, przeklinając siebie w duchu i wstając, by odprowadzić blondyna do drzwi.
Aż do tego dnia nie poruszaliśmy tematu dziewczyny Dave’a i chyba nigdy więcej już go nie poruszymy. Kiedy otworzyłam oczy i uświadomiłam sobie, że to już dzisiaj, miałam ochotę zamknąć je z powrotem i zasnąć. Siłą woli zdołałam się powstrzymać. Zamiast tego zmusiłam się, żeby wstać i ubrać się. Śniadanie połknąć nie mogłam. Nerwy brały nade mną górę.
Jeszcze przed szkołą zastanawiałam się, czy na pewno chcę do niej wejść, postanowiłam jednak się przemóc. Wiedziałam, że to jest do pokonania, że ja mogę z tym zwyciężyć. Wszyscy się na mnie patrzyli, kiedy już znalazłam się w środku, zapewne przez gitarę, którą targałam na ramieniu. Chyba byli zaskoczeni. Starałam się nie zwracać na to uwagi, tak jak wczoraj powiedział mi Dave, ale to było cholernie trudne. Po raz pierwszy lekcje mijały mi tak szybko. Dwie pierwsze, które się odbywały skończyły się prawie w tym samym czasie, w którym się zaczęły. Dłonie coraz bardziej mi drżały. Wyskoczyłam z budynku szkoły, mając nadzieję, że Billowi uda się poprawić mój nędzny humor. Mojego chłopaka jeszcze nie było. Zdenerwowana zerknęłam na zegarek. Po raz drugi się rozejrzałam. Ludzie roześmiani i wyluzowani siedzieli na ławkach i śmiali się. Powoli zaczynałam żałować, że się na to wszystko zgodziłam. Czekałam do dzwonka, po dzwonku także. Obiecałam sobie, że bez niego nie przekroczę progu szkoły. Oczywiście uległam, kiedy David namawiał mnie do powrotu i obejrzenie występów. Na początku nie chciałam, wiedziałam, że nie dam sobie rady bez Billa. Blondynowi jakoś udało się przekonać mnie, że mój chłopak na pewno tutaj przyjdzie, że na pewno zjawi się w szkole. Za kulisami był taki bałagan, że nie mogłam znaleźć tam własnych myśli. Stanęłam z Davidem tak, żeby widzieć całe przedstawienie, chociaż tak naprawdę ono w ogóle mnie nie interesowało. Ciągle ze strachem rozglądałam się za osobami, które miały wystąpić. Wszyscy stroili głosy albo instrumenty. Nerwowo przełknęłam ślinę. On musiał przybyć na czas. No przecież by mnie nie wystawił… Nie on…
-David! – usłyszeliśmy za sobą ostry krzyk. 

*przed laty nie mogłam przestać tego słuchać :) https://www.youtube.com/watch?v=SGJAc7WY23w

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz