-David! – usłyszeliśmy za sobą ostry krzyk. Przez ułamek
sekundy myślałam, że to on, że to Bill przyszedł w końcu. Dopiero kiedy
narobiłam sobie nadziei, dotarło do mnie, że on nie wie, jak wygląda
Desrosiers. Westchnęłam cicho, odwracając się. Przed moimi oczami pojawił się
Seb.
-David, widziałeś gdzieś Pierre’a? – zapytał błękitnooki.
Blondyn zmarszczył czoło, myśląc intensywnie.
-Nie – zaprzeczył – Nie widziałem go, odkąd poszedłem po
Kate.
-No to gdzie ten idiota się schował? – wkurzył się Seb,
zaciskając pięści – Powiedział, że tylko skoczy do kibla, a nie ma go już od
połowy godziny!
-Pewnie znalazł jakąś panienkę – wzruszył ramionami Dave,
odwracając się twarzą do sceny – Może siedzi na publiczności?
-Niby po co? – prychnął jego przyjaciel – doskonale wie,
że zaraz my gramy!
-No przecież to dorosły chłop, nie zaginął – próbował
uspokoić go blondyn, ale to nie pomogło.
-Lepiej pomóż nam go znaleźć! – warknął wkurzony Seb – bo
jak nie znajdzie się na czas, to nasz występ legnie w gruzach!
-Sami sobie nie poradzicie? – jęknął blondyn, ale
natychmiast się zerwał, kiedy ujrzał wrogie spojrzenie kumpla. Przeprosił mnie
na chwilę, obiecując, że za chwilę wróci. Nerwowo pokiwałam głową. Po chwili
zostałam sama. Wtedy już w ogóle nie miałam pojęcia, co się wokół mnie dzieje.
Postanowiłam nastroić gitarę, chociaż wiedziałam, że Dave zrobił to za mnie.
Więc po prostu grałam. Blondyn miał rację, ćwiczenia bardzo mi pomogły, grałam
tę piosenkę jeszcze lepiej, chociaż wtedy mi się wydawało, że to niemożliwe.
Tym razem jednak nawet na brzdąkaniu nie mogłam się skupić. Nerwy wciąż ze mną
walczyły. Drżałam, ale nie poddawałam się. Chciałam, żeby David już wrócił, do
niego przynajmniej mogłam się odezwać, choć nie zawsze była to spokojna
rozmowa. To było naprawdę dziwne rozmawiać z osobą, której się nienawidzi.
-Kaaaate!!! – wrzask blondyna porwał mnie na nogi.
Rozejrzałam się szybko. Desrosiers biegł w moim kierunku blady jak ściana –
Nigdzie nie możemy znaleźć Pierre’a! – wydyszał zmęczony – Chyba odwołamy
występ…
-Jak to nigdzie? – zapytałam głupio, czując jak serce
podchodzi mi do gardła. Wiedziałam, że brunet na pewno nie uciekłby z własnego
występu. Co jeśli zasłabł i teraz potrzebuje pomocy? Wyraźnie przestraszony
David powtarzał, ze szukali już dosłownie wszędzie i nigdzie go nie znaleźli.
-Kate, zaraz ty będziesz śpiewać! – zadźwięczał mi czyiś
głos nad uchem. Obróciłam się na pięcie, ale już nikogo nie zobaczyłam. Milion
różnych myśli przeleciało przez moją głowę, ale nie miałam czasu, by je analizować.
Blondyn coś do mnie mówił, ale nic już nie zrozumiałam z jego gadania. Ręce
zaczynały mi się pocić. Miałam ochotę uciec, ale kiedy usłyszałam własne
nazwisko, Dave na siłę wypchnął mnie na scenę. Zatrzymałam się na środku. Przez
moment właściwie nie wiedziałam,po co ja w ogóle to robię. Cała szkoła się na
mnie gapiła. Na szczęście szybko przypomniałam sobie o gitarze, którą miałam na
ramieniu. To było moje jedyne narzędzie, jedyne koło ratunkowe. W głowie miałam
tylko te kilka akordów. Nie wiedziałam, jakie są słowa, wymyślałam je. Wciąż
miałam nadzieję, że Bill zjawi się podczas refrenu i wszystko pójdzie zgodnie z
naszym planem. Grałam i śpiewałam, a stres panoszył w mojej duszy. Bałam się,
ze nie dotrwam do końca, że za chwilę coś we mnie pęknie i wybuchnę.
Jego głos chyba mi pomógł, chociaż na początku się
przestraszyłam tak bardzo, że przestałam śpiewać w refrenie i gapiłam się na
niego jak otępiała. Dalej grałam tę samą melodię, robiłam to automatycznie.
Wtedy dotarło do mojej głowy, że on dał mi nadzieję. W jego oczach ujrzałam tę
myśl, którą on próbował przekazać mi przez swoja gitarę. Daj się ponieść
muzyce. Moje powieki opadły, uszy zaczęły wyłapywać jedynie dźwięki
instrumentu. To podziałało. Zapomniałam o wszystkim, co się działo wokół mnie,
o ludziach, którzy siedzieli przede mną, a nawet o Billu i Desrosiersie.
Niestety tekst szybko wyparował mi z głowy. Kiedy
otworzyłam oczy, wszystko do mnie wróciło. Cała rzeczywistość ponownie stanęła
mi przed oczami, chociaż wciąż do mnie nie docierało, gdzie ja jestem i co się
dzieje wokół. Wszyscy mi klaskali i się patrzyli. Zarumieniłam się lekko i
obejrzałam się. David szeroko się uśmiechał i także mi klaskał. Niepewnie na
niego spojrzałam, prawie niewidocznie
pokiwał głową. Ruszyłam w jego stronę powoli, chociaż miałam ochotę rzucić się
biegiem w jego ramiona. Właściwie to nie miałam pojęcia, jakim cudem trzymałam
się na nogach. Kiedy oboje znaleźliśmy się za sceną, poczułam jak siły ze mnie
wyparowują. Dosłownie w ostatnim momencie David mnie złapał. Nie miałam
zielonego pojęcia, co się ze mną działo.
-Dlaczego? – wymamrotałam słabo – Dlaczego ty to
zrobiłeś?
-Bo akurat tobie się to należało – lekko uśmiechnął się
blondyn, sadzając mnie na jakiejś ławce. Spojrzałam na niego pytająco zmęczonymi
oczami – No co? Takiego tłumoka jak ja to matmy nikt jeszcze nie nauczył. Tobie
się to udało. Przynajmniej częściowo.
Przez moment się w niego wpatrywałam, starając się
zanalizować jego słowa. Uśmiechnęłam się, ale po chwili dotarło do mnie, co ja
wyprawiam. Szybko zmieniłam wyraz twarzy na dumę.
-Sama bym sobie nie poradziła – odparłam, czując jak siły
zaczynają do mnie wracać.
-Jasne – prychnął blondyn, nadal się do mnie uśmiechając-
Prawie się poryczałaś podczas pierwszej zwrotki! – wytknął mi perfidnie.
-Zamknij się! – warknęłam, zaciskając pięści. Czułam, że
za chwilę złość mnie rozsadzi. Dave machnął dłonią jakby się poddawał. Wciąż
wlepiał we mnie swój wzrok.
-Zrobiłaś furorę – oznajmił – Widziałaś, jak szkoła
zareagowała. Chyba nikt nie dostał takich oklasków! – chwalił mnie David. Przed
moimi oczami znowu pojawił się tłum publiczności. I śmiejący się Desrosiers. No
właśnie. Deesrosiers. Posmutniałam.
-No co jest znowu? – zapytał zdenerwowany blondyn –
dziewczyno spisałaś się na medal, powinnaś być z siebie dumna! – krzyknął
wesoło, chcąc zapewne poprawić mi humor. Nie udało mu się to.
-Czemu on nie przyszedł? – zapyta łam cicho o to, co mnie
tak bardzo gnębiło. Moje oczy lustrowały linie papilarne moich dłoni. David nie
odpowiedział nic, zapewne zastanawiał się, co powiedzieć. Chwilę później
przykucnął przed moimi kolanami i chwycił jedną z moich dłoni.
-Czasami zdarzają się takie sytuacje, że trzeba zmienić
plany. I nie ma się nic do gadania w takiej sytuacji. Więc zanim cokolwiek
zadecydujesz, porozmawiaj z nim, okej? – zapytał, chcąc wymusić na mnie
kiwnięcie głową. Nie udało mu się – Kate, posłuchaj mnie. To nie musiało od
niego zależeć. Nie chcę, żebyś popełniła błąd, bo możesz stracić coś cennego –
tymi słowami mnie przekonał i chyba to zauważył, bo wyprostował się zadowolony
– Obiecujesz mi, że z nim pogadasz? – zapytał jeszcze. Pokiwałam głową, ale
najwyraźniej jemu to nie wystarczyło – Obiecaj!
-Obiecuję – wymamrotałem słabo. On westchnął cicho.
-Z entuzjazmem, Kate, z entuzjazmem! – krzyknął wesoło.
-Obiecuję! – dodałam nieco pewniej i z lekkim
uśmieszkiem. Dave znowu się wyszczerzył. Otworzył buzię, żeby coś powiedzieć,
ale przerwał mu zduszony krzyk.
-David!
Oboje jak na rozkaz się obróciliśmy i ujrzeliśmy
przestraszonego Chucka. Brunet musiał zauważyć, że wszyscy na niego patrzą. Wyglądał
co najmniej dziwnie z przerażonym wzorkiem i blady jak trup. Podbiegł do nas,
drżąc jak sikorka. Dave zmarszczył czoło.
-co się stało? – zapytał niespokojnie, zauważywszy
nienaturalne zachowanie kumpla. Wielkoczoły spojrzał na mnie znacząco, ale
David zaraz mnie ponaglił – No mów!
-Znaleźliśmy Pierre’a – wydusił z siebie Comeau. Chciałam
powiedzieć, że to fantastyczna wiadomość, ale zaraz potem na twarzy blondyna
zauważyłam rzadko spotykaną powagę. Nie miałam pojęcia, o co chodzi, ale coś tu
śmierdziało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz