D

D

czwartek, 20 marca 2014

PART XIII

-David! – usłyszeliśmy za sobą ostry krzyk. Przez ułamek sekundy myślałam, że to on, że to Bill przyszedł w końcu. Dopiero kiedy narobiłam sobie nadziei, dotarło do mnie, że on nie wie, jak wygląda Desrosiers. Westchnęłam cicho, odwracając się. Przed moimi oczami pojawił się Seb.
-David, widziałeś gdzieś Pierre’a? – zapytał błękitnooki. Blondyn zmarszczył czoło, myśląc intensywnie.
-Nie – zaprzeczył – Nie widziałem go, odkąd poszedłem po Kate.
-No to gdzie ten idiota się schował? – wkurzył się Seb, zaciskając pięści – Powiedział, że tylko skoczy do kibla, a nie ma go już od połowy godziny!
-Pewnie znalazł jakąś panienkę – wzruszył ramionami Dave, odwracając się twarzą do sceny – Może siedzi na publiczności?
-Niby po co? – prychnął jego przyjaciel – doskonale wie, że zaraz my gramy!
-No przecież to dorosły chłop, nie zaginął – próbował uspokoić go blondyn, ale to nie pomogło.
-Lepiej pomóż nam go znaleźć! – warknął wkurzony Seb – bo jak nie znajdzie się na czas, to nasz występ legnie w gruzach!
-Sami sobie nie poradzicie? – jęknął blondyn, ale natychmiast się zerwał, kiedy ujrzał wrogie spojrzenie kumpla. Przeprosił mnie na chwilę, obiecując, że za chwilę wróci. Nerwowo pokiwałam głową. Po chwili zostałam sama. Wtedy już w ogóle nie miałam pojęcia, co się wokół mnie dzieje. Postanowiłam nastroić gitarę, chociaż wiedziałam, że Dave zrobił to za mnie. Więc po prostu grałam. Blondyn miał rację, ćwiczenia bardzo mi pomogły, grałam tę piosenkę jeszcze lepiej, chociaż wtedy mi się wydawało, że to niemożliwe. Tym razem jednak nawet na brzdąkaniu nie mogłam się skupić. Nerwy wciąż ze mną walczyły. Drżałam, ale nie poddawałam się. Chciałam, żeby David już wrócił, do niego przynajmniej mogłam się odezwać, choć nie zawsze była to spokojna rozmowa. To było naprawdę dziwne rozmawiać z osobą, której się nienawidzi.
-Kaaaate!!! – wrzask blondyna porwał mnie na nogi. Rozejrzałam się szybko. Desrosiers biegł w moim kierunku blady jak ściana – Nigdzie nie możemy znaleźć Pierre’a! – wydyszał zmęczony – Chyba odwołamy występ…
-Jak to nigdzie? – zapytałam głupio, czując jak serce podchodzi mi do gardła. Wiedziałam, że brunet na pewno nie uciekłby z własnego występu. Co jeśli zasłabł i teraz potrzebuje pomocy? Wyraźnie przestraszony David powtarzał, ze szukali już dosłownie wszędzie i nigdzie go nie znaleźli.
-Kate, zaraz ty będziesz śpiewać! – zadźwięczał mi czyiś głos nad uchem. Obróciłam się na pięcie, ale już nikogo nie zobaczyłam. Milion różnych myśli przeleciało przez moją głowę, ale nie miałam czasu, by je analizować. Blondyn coś do mnie mówił, ale nic już nie zrozumiałam z jego gadania. Ręce zaczynały mi się pocić. Miałam ochotę uciec, ale kiedy usłyszałam własne nazwisko, Dave na siłę wypchnął mnie na scenę. Zatrzymałam się na środku. Przez moment właściwie nie wiedziałam,po co ja w ogóle to robię. Cała szkoła się na mnie gapiła. Na szczęście szybko przypomniałam sobie o gitarze, którą miałam na ramieniu. To było moje jedyne narzędzie, jedyne koło ratunkowe. W głowie miałam tylko te kilka akordów. Nie wiedziałam, jakie są słowa, wymyślałam je. Wciąż miałam nadzieję, że Bill zjawi się podczas refrenu i wszystko pójdzie zgodnie z naszym planem. Grałam i śpiewałam, a stres panoszył w mojej duszy. Bałam się, ze nie dotrwam do końca, że za chwilę coś we mnie pęknie i wybuchnę.
Jego głos chyba mi pomógł, chociaż na początku się przestraszyłam tak bardzo, że przestałam śpiewać w refrenie i gapiłam się na niego jak otępiała. Dalej grałam tę samą melodię, robiłam to automatycznie. Wtedy dotarło do mojej głowy, że on dał mi nadzieję. W jego oczach ujrzałam tę myśl, którą on próbował przekazać mi przez swoja gitarę. Daj się ponieść muzyce. Moje powieki opadły, uszy zaczęły wyłapywać jedynie dźwięki instrumentu. To podziałało. Zapomniałam o wszystkim, co się działo wokół mnie, o ludziach, którzy siedzieli przede mną, a nawet o Billu i Desrosiersie.
Niestety tekst szybko wyparował mi z głowy. Kiedy otworzyłam oczy, wszystko do mnie wróciło. Cała rzeczywistość ponownie stanęła mi przed oczami, chociaż wciąż do mnie nie docierało, gdzie ja jestem i co się dzieje wokół. Wszyscy mi klaskali i się patrzyli. Zarumieniłam się lekko i obejrzałam się. David szeroko się uśmiechał i także mi klaskał. Niepewnie na niego spojrzałam, prawie  niewidocznie pokiwał głową. Ruszyłam w jego stronę powoli, chociaż miałam ochotę rzucić się biegiem w jego ramiona. Właściwie to nie miałam pojęcia, jakim cudem trzymałam się na nogach. Kiedy oboje znaleźliśmy się za sceną, poczułam jak siły ze mnie wyparowują. Dosłownie w ostatnim momencie David mnie złapał. Nie miałam zielonego pojęcia, co się ze mną działo.
-Dlaczego? – wymamrotałam słabo – Dlaczego ty to zrobiłeś?
-Bo akurat tobie się to należało – lekko uśmiechnął się blondyn, sadzając mnie na jakiejś ławce. Spojrzałam na niego pytająco zmęczonymi oczami – No co? Takiego tłumoka jak ja to matmy nikt jeszcze nie nauczył. Tobie się to udało. Przynajmniej częściowo.
Przez moment się w niego wpatrywałam, starając się zanalizować jego słowa. Uśmiechnęłam się, ale po chwili dotarło do mnie, co ja wyprawiam. Szybko zmieniłam wyraz twarzy na dumę.
-Sama bym sobie nie poradziła – odparłam, czując jak siły zaczynają do mnie wracać.
-Jasne – prychnął blondyn, nadal się do mnie uśmiechając- Prawie się poryczałaś podczas pierwszej zwrotki! – wytknął mi perfidnie.
-Zamknij się! – warknęłam, zaciskając pięści. Czułam, że za chwilę złość mnie rozsadzi. Dave machnął dłonią jakby się poddawał. Wciąż wlepiał we mnie swój wzrok.
-Zrobiłaś furorę – oznajmił – Widziałaś, jak szkoła zareagowała. Chyba nikt nie dostał takich oklasków! – chwalił mnie David. Przed moimi oczami znowu pojawił się tłum publiczności. I śmiejący się Desrosiers. No właśnie. Deesrosiers. Posmutniałam.
-No co jest znowu? – zapytał zdenerwowany blondyn – dziewczyno spisałaś się na medal, powinnaś być z siebie dumna! – krzyknął wesoło, chcąc zapewne poprawić mi humor. Nie udało mu się to.
-Czemu on nie przyszedł? – zapyta łam cicho o to, co mnie tak bardzo gnębiło. Moje oczy lustrowały linie papilarne moich dłoni. David nie odpowiedział nic, zapewne zastanawiał się, co powiedzieć. Chwilę później przykucnął przed moimi kolanami i chwycił jedną z moich dłoni.
-Czasami zdarzają się takie sytuacje, że trzeba zmienić plany. I nie ma się nic do gadania w takiej sytuacji. Więc zanim cokolwiek zadecydujesz, porozmawiaj z nim, okej? – zapytał, chcąc wymusić na mnie kiwnięcie głową. Nie udało mu się – Kate, posłuchaj mnie. To nie musiało od niego zależeć. Nie chcę, żebyś popełniła błąd, bo możesz stracić coś cennego – tymi słowami mnie przekonał i chyba to zauważył, bo wyprostował się zadowolony – Obiecujesz mi, że z nim pogadasz? – zapytał jeszcze. Pokiwałam głową, ale najwyraźniej jemu to nie wystarczyło – Obiecaj!
-Obiecuję – wymamrotałem słabo. On westchnął cicho.
-Z entuzjazmem, Kate, z entuzjazmem! – krzyknął wesoło.
-Obiecuję! – dodałam nieco pewniej i z lekkim uśmieszkiem. Dave znowu się wyszczerzył. Otworzył buzię, żeby coś powiedzieć, ale przerwał mu zduszony krzyk.
-David!
Oboje jak na rozkaz się obróciliśmy i ujrzeliśmy przestraszonego Chucka. Brunet musiał zauważyć, że wszyscy na niego patrzą. Wyglądał co najmniej dziwnie z przerażonym wzorkiem i blady jak trup. Podbiegł do nas, drżąc jak sikorka. Dave zmarszczył czoło.
-co się stało? – zapytał niespokojnie, zauważywszy nienaturalne zachowanie kumpla. Wielkoczoły spojrzał na mnie znacząco, ale David zaraz mnie ponaglił – No mów!

-Znaleźliśmy Pierre’a – wydusił z siebie Comeau. Chciałam powiedzieć, że to fantastyczna wiadomość, ale zaraz potem na twarzy blondyna zauważyłam rzadko spotykaną powagę. Nie miałam pojęcia, o co chodzi, ale coś tu śmierdziało. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz