-Cześć! – wyszczerzył się blondyn, wyskakując w moim
kierunku z kuchni – Już powoli zaczynaliśmy się martwić, że coś ci się stało.
-Lub ten chłopak coś ci zrobił – dodała zza ściany moja
mama. Jęknęłam cicho.
-Mogłabyś sobie podarować – zapiszczałam, zdejmując buty
– Cześć – odparłam sucho do blondyna, trochę zmieszana przez to całe spóźnienie
– Długo czekasz? – zapytałam, chcąc jakoś podtrzymać rozmowę.
-Wystarczająco długo, by umrzeć z nudów w naszym domu! –
usłyszałam szorstką odpowiedź z ust mojej mamy.
-Proszę cię! – warknęłam ironicznie – David ma usta, nie
potrzebuje adwokata. A ty mogłabyś chociaż udawać, że nie podsłuchujesz.
-David jest na tyle uprzejmy, że nie powie ci, że był wściekły, bo nawet mi nie chciał
się do tego przyznać – spojrzałam na blondyna szeroko otwartymi oczyma. On
tylko uśmiechnął się jeszcze szerzej. Ze złością zacisnęłam pięści. On zrobił
to specjalnie. Powoli zaczynałam żałować, że wróciłam. On rzucił swój urok
osobisty nawet na moją matkę.
-Lepiej chodźmy do mnie – westchnęłam ciężko – tutaj na
pewno się nie dogadamy.
On nie odpowiedział nic, tylko w ciszy pokiwał głową, a
potem ruszył za mną. Postanowiłam nie marnować czasu na pogawędki, tylko od
razu przejść do nauki. Nie chciałam wiedzieć, co moja mama naopowiadała
blondynowi, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że jutro cała szkoła będzie
śmiała się z moich najbardziej wstydliwych wspomnień z dzieciństwa. David na
pewno rozgada wszystko, o czym dzisiaj usłyszał, zauważyłam to w tym jego
pewnym siebie uśmieszku. Zresztą ja zrobiłabym to samo. Tylko że ja nic nie
wiedziałam o jego młodzieńczych latach. Ani o jego prywatnym życiu. On miał
przewagę i na pewno zamierzał z niej skorzystać.
Ale jego postawa mnie zaskoczyła., Pomimo mojego dużego
spóźnienia czekał. I wcale nie był zdenerwowany. Podejrzewałam, że właśnie
dlatego, że miał na mnie jakiegoś haka.
Starał się nie zwracać uwagi na to, ze jego nauczycielka
jest jednocześnie jego największym wrogiem. Nie zważając na to wszystko chciał
w końcu zrozumieć tę matmę i mieć święty spokój z tym przedmiotem. Nie szło mu
to najlepiej, ale przynajmniej próbował. A jego determinacja nie pozwalała mu
się poddać. Walczył ze swoim zmęczeniem i upierał się, ze on jeszcze chce, że
on jeszcze może. Chyba chciał mi udowodnić, że jest silny. Chociaż nic mi nie
musiał udowadniać. W końcu uparłam się, że dzisiaj już kończymy, bo sama niemal
padałam na twarz, a musiałam jeszcze zająć się lekcjami bieżącymi.
W ciszy patrzyłam, jak blondyn zakłada buty i sprawnie je
zawiązuje. Jego podkrążone oczy wciąż latały za sznurówkami. Nie mogłam pozbyć
się wrażenia, że pomimo zmęczenia i długiego siedzenia nad liczbami, on nadal
miał dobry humor. Nie rozumiałam jego postawy i zachowania.
-Przepraszam cię za moją mamę – wymamrotałam zarumieniona
ze wstydu, poruszając po raz pierwszy tego wieczoru temat inny niż matematyka.
On spojrzał na mnie pytająco tym swoim wesołym spojrzeniem – Musiała ciebie
zanudzić.
-A nieprawda! – zaskoczył mnie optymistyczną odpowiedzią
– Było całkiem wesoło.
-Wesoło? – powtórzyłam głupio. On nic nie odpowiedział, tylko
się wyprostował i puścił mi oczko. Zamrugałam szybko powiekami.
-To do jutra – blondyn pomachał mi wesoło na pożegnanie i
nie czekając na odpowiedź z mojej strony rzucił się w ciemną zasłonę nocy.
Jeszcze przez krótki moment stałam i wpatrywałam się ze zdumieniem w ścieżkę
prowadzącą do furtki. Potem dotarło do mnie, że jednak to musi wyglądać nieco
głupio i szybko się odwróciłam, zatrzaskując drzwi. Od razu usłyszałam kroki,
domyśliłam się, że to moja mama. Jęknęłam w duchu, przyspieszając. Niestety nie
udało mi się zwiać.
-No fajny ten twój David – wyszczerzyła się brunetka,
bardzo podobna do mnie. Przewróciłam oczami.
-On nie jest żaden mój – warknęłam wściekła. Kobieta
cofnęła się o krok i uniosła ręce do góry. Już nie raz miała do czynienia z
moim rozdrażnieniem.
-No jasne, że nie twój – zgodziła się dla świętego
spokoju – No ale wiesz… Taki mądry, dowcipny, inteligentny…
-Mamo, ja mam chłopaka! – wrzasnęłam – Dlaczego znowu
próbujesz mnie z nim rozłączyć!?
-Bo przed wami nie ma żadnej przyszłości! Spójrz na
niego, dziecko, on nigdy nie poradzi sobie w życiu! Nie utrzyma ciebie i twoich
dzieci! W ogóle nie jest odpowiedzialny! – wyliczała kobieta po kolei wszystkie
jego wady, które znałam już niemal na pamięć.
-Ale ja go kocham i powinnaś to zaakceptować! –
piszczałam.
-Dziecko, ja próbuję ciebie ochronić!
-Ale w jaki sposób?! – wrzasnęłam – Mamo, ty nawet nie
dałaś mu szansy! On starał się i nadal stara! Dlaczego ty tego nie widzisz!? A
Desrosiers to, jakbyś nie wiedziała, najgorsza możliwa szuja!
-A ty nie dajesz jemu szansy.
-Bo on na nią nie zasługuje! – prychnęłam, uciekając w
stronę swojego pokoju. Trzasnęłam mocno drzwiami, żeby moja mama wiedziała, że
się na nią gniewam. Usiadłam na łóżku i schowałam twarz w dłoniach. Nie
chciałam płakać, ale łzy same zadomowiły się w moich oczach. Dlaczego oni tak
się zachowują? Dlaczego wciąż chcą nas rozdzielić? Czy naprawdę nie potrafią
uwierzyć w to, że my się kochamy i że właśnie to jest prawdziwa miłość?
Przecież jesteśmy już razem przez półtorej roku! Po tak długim okresie
moglibyśmy spokojnie wziąć ślub, a jednak oni w to nie wierzyli. Już nie miałam
pomysłu, jak ich przekonać.
W nocy nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok,
wciąż nie mogąc pozbyć się czarnych myśli. Bałam się jutrzejszego dnia. Bałam
się jutro wstać i z podniesionym czołem stawić się przeciw problemom. Wstać i
udawać, że wszystko jest w porządku, gdy znowu nie będę odzywać się do mamy
przez cały dzień, gdy ludzie z mojej szkoły będą za moim plecami chichotać na
temat mojego dzieciństwa. No i gdy znów zobaczę parszywy uśmieszek Desrosiersa.
Jakim cudem zdołałam zamknąć oczy? To chyba na zawsze
pozostanie tajemnicą.
Budzik dzwonił raz i drugi, ale ja na to nie zwracałam
uwagi. Nie chciałam jeszcze unosić powiek ani witać się z tym paskudnie
zapowiadającym się dniem. Ale kiedy mój brat zaczął wrzeszczeć, ze znowu
schowałam jego torbę, musiałam otworzyć oczy, chociaż w jego towarzystwie też
próbowałam zasnąć. Niestety chłopak nie dał mi na to szansy. Zapewne mama dała
mu misję specjalną, żeby mnie obudzić, czego zawsze podejmował się z ochotą, bo
uwielbiał robić wszystko co mi przeszkadzało lub się nie podobało. Nieprzytomna
schowałam się w łazience, wzięłam szybki prysznic, a potem wróciłam do pokoju,
żeby się ubrać, gdzie na szczęście już nie było mojego brata. Odetchnęłam z
ulgą i zaczęłam wrzucać do plecaka wszystkie potrzebne książki. Miałam
nadzieję, że w domu już nikogo nie spotkam, nie chciałam zaczynać dnia od
wrzasku, a byłam pewna, że właśnie krzykiem zareaguję na jakiegokolwiek członka
mojej rodziny. Dlatego szybko wymknęłam się z domu, nawet nie zwracając uwagi
na moje śniadanie. Wiedziałam, że jeszcze jest zbyt wcześnie, żeby pojawiać się
w szkole. Postanowiłam przez kilka minut posiedzieć w parku. Na szczęście
zdecydowana większość ławek była wolna, wybrałam tę najdalszą, tę na której
siadało najmniej ludzi, bo niewielu zauważało tę ławkę. Zwykle też jej nie zajmowałam.
Tym razem chciałam się odciąć od świata. Zamknęłam oczy, moją głową zawładnęły
myśli. Te same myśli, które towarzyszyły mi w nocy.
-Patrzcie, koniec świata nadchodzi, Wellman na wagarach!
– na dźwięk swojego nazwiska leniwie otworzyłam oczy i zadrżałam. Uboga bladość
tego poranka chlasnęła mnie w twarz.
David jest za bardzo kochany, żeby móc cokolwiek wygadać :)
OdpowiedzUsuńno, no, no.... jestem ciekawa któż to przyszedł, jeszcze bardziej popsuć jej dzień...